piątek, 2 września 2016

Rozdział V

       Od mojego dziwnego zachowania w szkolnej szatni minęło już trochę czasu. Xavery codziennie rano mówił mi jakieś miłe rzeczy, a ja przez resztę dnia zastanawiałem się, czy przypadkiem nie powinienem mu odpowiedzieć czymś podobnym. Dużo się całowaliśmy, lecz nie czułem wtedy nic szczególnego. Co prawda mój nastoletni organizm uwielbiał takie pieszczoty i czasem ta nieziemska chcica wdzierała mi się do mózgu i nie pozwalała przerwać działań mojego chłopaka. 
Tak.. mojego chłopaka. To dziwnie brzmi. 

W każdym razie, trudno było zaprzeczyć, że moje ciało tego chciało, ale czy reszta mnie również? 
Z tego co przeczytałem w książkach, w których przewijał się wątek miłosny, zachowywaliśmy się jak normalna para. Nawet DAWAŁEM MU SIĘ TRZYMAĆ ZA RĘKE, aczkolwiek tylko wtedy, kiedy nikt nas nie widział. Co najśmieszniejsze, z Aleksem również czasem chodziliśmy za rękę i jakoś nigdy nie miałem z tym takich problemów. 
Różniliśmy się od tych fikcyjnych par tylko jednym. Ani z moich, ani z jego ust nie padły jeszcze słowa, którymi normalnie w związku obsypują się przy każdej możliwej okazji. Jak dla mnie, to całe „Kocham cię” ma jakiś dziwny wydźwięk.
Przez niego przestałem nawet sam włóczyć się po mieście w środku nocy. Teraz robiłem to z nim, a kiedy miał pusty dom, przesiadywaliśmy u niego w pokoju i czytaliśmy książki oparci o siebie. 
***

- Nathaanieel! - Xavery darł się już w połowie korytarza, biegnąc w moim kierunku, przez co zwrócił na siebie uwagę większości uczniów.
Ja zażenowany schowałem się za lekturą i udawałem, że mnie nie ma. Kiedy wreszcie dotarł do mnie, usadowił się obok i wyszczerzył te białe ząbki w szerokim uśmiechu, jednak nie wzbudziło to u mnie żadnej reakcji. Dopiero po chwili na niego spojrzałem, a na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- W jakiej sprawie tak do mnie pędziłeś? - zapytałem niewzruszony
- Nie masz może ochoty pojechać do kina? - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Wiesz.. na randkę czy coś..
- Czy coś? - moja twarz nadal nie zdradzała żadnej emocji. 
- Skończ już. Idziemy czy nie? - zrobił się stanowczy.
- O ile nie będzie to komedia romantyczna, to w sumie nie mam nic przeciwko. 
- Czemu niby dwóch facetów miałoby iść na komedie romantyczną? - spojrzał na mnie, jak na idiotę.
- Bo w książkach, na randkę, chodzą właśnie na komedie romantyczne. - zadeklarowałem, nie do końca wiedząc, dlaczego brunet tak zareagował.
- A były to książki o gejach?
- Dobra, niech ci będzie.

       Ustaliliśmy, że pójdziemy na nowe Gwiezdne Wojny, po czym chłopak wrócił do swojej klasy. Wcześniej nie zwracałem uwagi na to, co dzieje się wokół mnie. Jedynym takim przypadkiem było, kiedy szedłem przez miasto w godzinach szczytu. Mimo, że z całych sił starałem się ignorować wszechświat, przeświadczenie, że wszyscy, bez wyjątku, wpatrują się we mnie, nie dawało mi spokoju. Niestety, odkąd zdecydowałem się na związek, takich sytuacji znacznie przybyło. Powodem tego było to, że zdecydowanie częściej rozglądałem się dookoła siebie. Przypatrywałem się różnym sytuacjom i zaczynałem więcej dostrzegać. Osobiście, to wolałbym powrócić do tamtego stanu świadomości. Żyło mi się wtedy łatwiej.
    Jednak wracając do tematu. Kiedy Xavery już sobie poszedł i na ławce zostałem sam, zorientowałem się, że ktoś się na mnie patrzy. Była to ta sama dziewczyna, która podjęła próbę zaproszenia mnie na szkolna imprezę i która co jakiś czas na mnie zerkała. Widząc mój wzrok, lekko się speszyła, aczkolwiek po chwili siedziała już na poprzednim miejscu mojego chłopaka. 
Najwyraźniej miała do mnie jakąś ważną sprawę. A przynajmniej to starałem sobie jakoś wtłuc do głowy. Doprawdy, zacząłem się przejmować tym, co ona o mnie pomyśli. Co wszyscy o mnie myślą. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem na nią sceptycznym wzrokiem. 
- Słyszałam o czym rozmawialiście.
- Nie ładnie jest podsłuchiwać. - odpowiedziałem chłodno. 
- To prawda, ale.. czy to dlatego nie chciałeś ze mną iść?
- Może.
Po tych słowach najzwyczajniej w świecie wstałem i skierowałem się pod salę lekcyjną. No do licha, muszę się poważnie zastanowić nad tym, co ja tak właściwie robię. Z Aleksem od dawna udawałem związek przed ludźmi i było to działanie całkowicie zamierzone. Od kiedy jestem w prawdziwym związku, wszystko mnie drażni. 
       Te refleksje oczywiście odbiły się na moich czynach. Kiedy już przekroczyłem próg własnego domu, rzuciłem się bratu w ramiona. Całkowicie dosłownie. Niczym księżniczka w ramiona swojego księcia, który właśnie uwolnił ją z wieży, przy okazji zabijając smoka. 
- Chodźmy coś zjeść na miasto. - wymruczałem oschle, aby przypadkiem nie pomyślał, że coś mi się stało
- Dobrze się składa, bo nie mamy nic do jedzenia w domu – chłopak zaśmiał się i uniósł moje wątłe ciało, niosąc je do samochodu.
- Zrobiłbyś sobie wreszcie prawo jazdy. - wywróciłem oczami. Musiałem przytrzymać się jakoś, aby nie spaść na ziemie, więc splotłem ręce za jego szyją.
- Po co, skoro mam ciebie i Leo? 
- Nie będę twoim szoferem do końca życia. 
- Nie byłbym tego taki pewny, bo jeśli nie pośliznę się z tobą na tym lodzie, to będzie cud. - jego twarz ponownie przystroił uśmiech.
- No i co w tym jest takiego śmiesznego? - zapytałem lekko oburzony, aczkolwiek nie uzyskałem już odpowiedzi, gdyż zostałem posadzony w aucie, na miejscu kierowcy.
       Przez pierwsze kilka minut jazdy siedzieliśmy w całkowitej ciszy. Nie była to jednak cisza niepożądana, a wręcz przeciwnie. W duchu cieszyłem się z obecności mojego brata i myślę, że on również tak to odbierał. 
- Nath... czy ten facet, który obmacywał cię wtedy pod szkołą, nadal cię prześladuje? - zapytał w końcu, całkowicie poważny.
Zamurowało mnie. Totalnie nie wiedziałem co mam mu teraz powiedzieć. To jasne, że jeśli wyznałbym mu prawdę, byłby co najmniej bardzo zdenerwowany. Przez fakt, że nigdy wcześniej nie zawiązywałem z ludźmi bliższych relacji i stałem się jego przysłowiowym oczkiem w głowie, myśl, że ktoś miałby mu mnie odebrać zapewne niesamowicie go irytowała. 
Nie miałem wiele czasu do namysłu, więc wybrałem najłatwiejszą drogę. Skłamałem. Chociaż wnikając w to głębiej, nie jest to prześladowanie. Godzę się na jego zachowanie, a czasem nawet je odwzajemniam. Tak właśnie starałem się usprawiedliwić, przed samym sobą. Niestety wiedziałem o co dokładnie chodziło w tym pytaniu, dlatego czułem się z tym nieswojo.
- Nie. 
       Po tym ponownie w samochodzie zapanowała całkowita cisza. Jednak spoglądając kątem oka na Aleksa, widziałem jego delikatny uśmiech, zapewne spowodowany moją odpowiedzią. Ja czułem jednak lekkie kłucie w brzuchu. Bardzo rzadko zdarzało mi się mijać z prawdą, kiedy rozmawiałem z bratem. A przynajmniej do czasu aż rozpocząłem tę dziwną relację z Xaverym. 
       Dotarliśmy na miejsce, a gdy tylko zamknąłem auto i skierowałem się wolnym krokiem w stronę restauracji, poczułem delikatny dotyk ciepłych dłoni, na moich skostniałych od mrozu palcach. Nie zastanawiając się, splotłem szczelnie nasze dłonie i ruszyłem dalej. 
Kilka metrów od naszego celu, minęła nas postać w przydługawych, kruczoczarnych włosach i znajomych, przynajmniej jak dla mnie, rysach twarzy. Wydawało mi się, że gdzieś już go wcześniej widziałem, jednak zignorowałem tę myśl. Aleksander natomiast był zbyt zaaferowany ogrzewaniem moich dłoni, aby dostrzec kogokolwiek. 
Po chwili przekroczyliśmy już próg lokalu, nadal wyglądając jak przykładna, gejowska para. Co dziwne, wcale nie czułem się źle z tym, że będąc w związku, mam takie, a nie inne relacje z bratem. Chociaż pewnie duży wpływ na to miał właśnie fakt, że jesteśmy rodziną. 
To zwykła, braterska miłość, prawda?

__________________
Hej.
Nie było mnie sporo czasu i w sumie nie sądziłam, że wena i pomysł na opowiadanie wrócą od jednego komentarza, aczkolwiek po przeczytaniu wiadomości od (prawdopodobnie, bo jest za późno, żebym miała siłę to sprawdzać, wybacz xd) Nuśki, stwierdziłam, że w sumie wypadałoby ruszyć dupę.
I tak oto jestem. Jednak niczego nie obiecuję, ponieważ widmo rozszerzonej biologii i chemii skutecznie odbiera mi jakiekolwiek życie towarzyskie (poza osiemnastkami xd) i czas wolny.
Dobra, koniec tego paplania xd
Dajcie jeszcze znać, czy wam się jako tako podobało :D

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział IV

       Obudziłem się rano w swoim łóżku. Prawdopodobnie przyniósł mnie tutaj Aleks. Podniosłem się do siadu, a przed oczami zawirował mi świat. Padłem z powrotem na poduszkę i zacisnąłem usta. Leżałem tak jeszcze chwilę i czułem, że z moim żołądkiem są jakieś problemy. Starałem się powoli wstać, co nie było łatwe. Dotarłem do łazienki, a w tym samym momencie wczorajsza kolacja stwierdziła, że chce zobaczyć światło dzienne. Co do diabła nie podobało jej się w moim układzie pokarmowym?
Nachyliłem się nad ubikacją i uwolniłem całe wpół przetrawione jedzenie. Ponownie zakręciło mi się w głowie, więc przytrzymałem się ściany. Poza dźwiękami wydostającymi się z mojego gardła usłyszałem jeszcze jak otwierają się drzwi. Kiedy mój organizm się uspokoił, skierowałem wzrok na osobę stojącą w progu. Moja mama była widocznie zaniepokojona tym, co się ze mną działo. Podszedłem bez słowa do umywalki i przepłukałem gardło. Niestety nadal miałem w nim ten kwaśny, drażniący smak. Spojrzałem do lusterka. Moje oczy były załzawione i czerwone.
- Nic nie piłem. - wymruczałem.
- W takim razie marsz do łóżka. - po tych słowach poczułem się trochę jak w podstawówce.
Wróciłem chwiejnym krokiem do pokoju i z powrotem zakopałem się pod pościelą. Było mi tak tragicznie niedobrze, że jedyne o czym teraz marzyłem, to zasnąć. Jednak moja rodzina chyba nie wzięła tego pod uwagę, gdyż chwilę później pojawił się przy mnie brat wraz z naszą rodzicielką.
- Grypa – stwierdziła przy wstępnych oględzinach. Postawiła przede mną kubek gorzkiej herbaty i jakieś tabletki.
       Aleks na niewiele mógł się zdać w takiej sytuacji. Co jakiś czas zaglądał do mojego pokoju, aby sprawdzić, jak się czuję. Większość dnia przespałem, albo modliłem się w duchu, aby sytuacja z rana się nie powtórzyła. Nie ruszyłem ani grama tego, co było mi podstawiane pod nos. Nawet na wafle ryżowe nie mogłem patrzeć. Od samego widoku jedzenia mnie mdliło. Bolały mnie stawy i czułem się, jakby coś przemieliło mnie przez maszynkę do mięsa.

                                                                      ~Xavery~
       Brunet wsiadał do samochodu po skończonych lekcjach. Zastanawiał się, dlaczego nie spotkał dzisiaj Nathaniela. Co takiego się stało, że chłopaka nie było w szkole.
Odpalił silnik i ruszył do domu, choć wcale nie chciał tam wracać. Przez dwa dni zdążył utwierdzić się w przekonaniu, że rodzice nie zawsze kochają bezwarunkową miłością. To uczucie ma wiele warunków, a jednego z nich niestety nie udało mu się spełnić. Ostatnio usłyszał mnóstwo przykrych słów, które mnożyły się za każdym razem, kiedy przekraczał próg własnego mieszkania. Uderzył w kierownicę, kiedy już stał pod swoim blokiem. Zacisnął zęby i wysiadł z auta. Stawiał kroki wolno i bardzo uważnie, a coraz bliżej był swoich drzwi, tym bardziej chciał się cofnąć. W końcu otworzył je i wszedł do środka najciszej jak tylko było to możliwe. Rozebrał się z warstwy ciuchów, chroniących go przed mrozem i bez słowa skierował się do własnego pokoju. Na drodze jednak stanęła mu jego młodsza siostra.
- Mamusiu, braciszek wrócił! – wykrzyczała zadowolona i zupełnie nieświadoma konsekwencji swoich czynów. Błyskawicznie przy niej pojawiła się starsza kobieta i objęła ją w taki sposób, jakby chciała uchronić dziewczynkę przed swoim synem. Jakby mała miała się czymś od niego zarazić.
- Lila, tutaj już nikt poza tobą nie cieszy się, że „braciszek wrócił”. - skierował te słowa do ośmiolatki, a na matkę spojrzał z pogardą. Szybko zszedł im z oczu i zamknął się w jedynym miejscu, gdzie miał względny spokój. Za ścianą dało się jeszcze słyszeć zawiedziony i płaczliwy głos dziecka, lecz zignorował to, zakładając słuchawki.

                                                                    ~Nathaniel~
       Już dawno zapomniałem jak męcząca jest choroba. Dopiero po dwóch dniach leżenia w łóżku, udało mi się wstać bez większych problemów z moim błędnikiem.
Całą niedzielę spędziłem na nadrabianiu zaległości i tak nastał poniedziałek. Ponownie musiałem pojawić się w murach szkoły. Nabrałem powietrza do płuc i ruszyłem przed siebie.
       Miałem dzisiaj pewien plan, chociaż jak na mnie, był on totalnym absurdem. Nie wiem co mną kierowało, bo nagle postanowiłem zignorować ostrzeżenia Aleksa, ponadto nie zaprzestałem łamania własnych zasad. Podszedłem do Xaverego i spojrzałem mu w oczy. Wykorzystując fakt, że poza nami w szatni nie było nikogo, oplotłem moimi chudymi rączkami jego szyję, stanąłem na palcach i złączyłem nasze usta w pocałunku. Brunet chyba na początku nie wiedział, co się dzieje, gdyż był sztywny i przestraszony. Dopiero po chwili dotarło do niego, że ktoś go całuje. Wplótł palce w moje blond włosy i przejechał językiem po mojej wardze. Ja umożliwiłem mu dostanie się dalej, przez delikatne uchylenie ust. Jego język błyskawicznie wykorzystał sytuację i już błądził po moim podniebieniu. W pewnym momencie zapomniałem jak się oddycha. Oderwałem się od niego i zaczerpnąłem powietrza. Na szczęście wokoło nadal nie było żywej duszy. On patrzył na mnie i nie za bardzo wiedział, co ma teraz zrobić. Położyłem dłoń na jego klatce piersiowej i oparłem też o nią czoło.
- Naucz mnie żyć. - wymamrotałem cicho. Chłopak pogłaskał mnie po głowię, chwycił za brodę i ponownie pocałował. Był to krótki i szybki pocałunek, aczkolwiek poczułem coś, czego dotąd nie znałem. Jakby brunet tym gestem chciał mi coś przekazać.
Usłyszeliśmy kroki ludzi, zbliżających się no nas. Po chwili zostałem zaciągnięty do jakiegoś samochodu. Doprawdy, to był już drugi raz w ciągu tygodnia.
- Co robisz? - spytałem piwnookiego, siedząc już na miejscu pasażera.
- Jedziemy na wagary. - wyjaśnił krótko i spojrzał na mnie. Na jego twarzy gościł tak szeroki uśmiech, że zacząłem się zastanawiać, jakim cudem jest to możliwe. Odjechaliśmy z piskiem, a ja szybko zapiąłem pasy.
       Po parunastu minutach, kiedy wyjrzałem za okno, zobaczyłem białe, delikatne płatki spadające z nieba. Wirowały na wietrze, a z każdą chwilą było ich coraz więcej. Ja uwielbiałem takie momenty, aczkolwiek Xaveremu nie bardzo pasował taki obrót spraw, gdyż to on prowadził. Zatrzymaliśmy się w naszym mieście, na osiedlu niedaleko mojego domu.
- Co my tu robimy? - byłem lekko zaciekawiony
- Nie będziemy w taką pogodę siedzieć gdzieś na zewnątrz. - ponownie jego twarz ozdobił uśmiech, ale tym razem znacznie mniejszy.
Weszliśmy do jednego z bloków, a potem schodami na czwarte piętro. Po chwili otworzył drzwi do swojego mieszkania.
Było ładnie urządzone. Widać było w wystroju kobiecą rękę. Na ścianach wisiały różne zdjęcia, wszędzie było pełno kwiatów, a całość sprawiała wrażenie bardzo przytulnego mieszkanka.
       Chłopak zaprowadził mnie do swojego pokoju, a sam udał się do kuchni. Usiadłem na łóżku i rozglądałem się dookoła siebie.
Półki były wypełnione książkami, co napełniło moje serce wielką radością. Jakby jeszcze to on je wszystkie przeczytał, to może i udałoby mi się w nim zakochać.
Wrócił do pokoju z dwoma kubkami parującej herbaty. Postawił je na stoliku niedaleko mnie i puścił jakąś muzykę, aby leciała w tle.
- Nath.. słuchaj... o co chodziło?
- Nic takiego.. już nie ważne. - spanikowałem. Nie wiedziałem jak usprawiedliwić swoje zachowanie i było mi wstyd. Spuściłem głowę i miałem nadzieję, że zostawi ten temat w spokoju, tak jak robi to Aleks, kiedy ja nie chce o czymś rozmawiać. Brunet jednak nie odpuścił. Położył mi rękę na ramieniu, a po paru sekundach już byłem w jego objęciach. Nie rozumiałem, co miała taka metoda zdziałać. Przecież to, że ktoś mnie przytuli, nic nie zmieni. Mój brat też często tak robił, ale zazwyczaj była to jego zwyczajna zachcianka, na co ja zazwyczaj przystawałem.
Wywróciłem oczami i czekałem, aż zostanę uwolniony. Trwało to co prawda sporo czasu, ale w końcu zostałem oswobodzony.
       Nie mogłem tak po prostu wszystkiego zaprzepaścić. Do licha, ja pocałowałem chłopaka sam. Sam samiusieńki z własnej inicjatywy. To nie może teraz iść na marne. Westchnąłem cicho i zacząłem bawić się kawałkiem pościeli, który teraz znajdował się w moich rękach.
- Chce z tobą być i chce się nauczyć żyć. - wymruczałem trochę speszony i czułem jak moje policzki robią się czerwone.
Xavery siedział bez słowa przez pewien czas, a cisza między nami stawała się coraz bardziej uciążliwa. W końcu zacząłem żałować, że zrobiłem coś tak beznadziejnie głupiego. Podniosłem wzrok i kątem oka zobaczyłem, jak po raz trzeci dzisiejszego dnia, twarz chłopaka jest zdobiona uśmiechem. Najwyraźniej moje wyznanie mu się spodobało, aczkolwiek mi było głupio, że tak się poniżyłem. Po głowie krążyła mi jeszcze jedna myśl. Aleksander mnie zabije. Ewentualnie w przejawie większej łaski, zamknie mnie w swoim pokoju i przykuje do kaloryfera, żebym mu nigdzie nie uciekł. Zostawiłem jednak te obawy na później.

       Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale mam już ponad osiemnaście lat i chyba najwyższy czas nauczyć się funkcjonować. Więc zacisnę zęby i wytrzymam nawet bliskość drugiej osoby, a nuż wzbudzi we mnie jakieś inne uczucia niż nienawiść i wściekłość.
       Resztę dnia oglądaliśmy telewizję, nawet coś ugotowaliśmy, gdyż jego rodziców miało nie być w domu do końca tygodnia. Rozwinęła się też rozmowa na temat książek i szczerze mi zaimponował, gdyż do tej pory nie spotkałem tak oczytanego człowieka. Jednak mi w tym nie dorównywał.
       Na dworze było już ciemno, a mi całkowicie wyleciało z głowy, że powinienem być już dawno w domu. Położyłem się na jego łóżku i przymknąłem oczy. Nagle poczułem, jak jestem zmęczony. Zaraz obok mnie położył się brunet i zaczął jeździć ręką po moim brzuchu. Po chwili się podniósł, opierając się na łokciach i nachylił się nad moją twarzą. Złożył jeden pocałunek, potem drugi, trzeci, czwarty, a kiedy zaczęły się pogłębiać, chyba obaj za bardzo się zatraciliśmy. Nasze języki tańczyły w namiętnym tańcu, a jego ręce błądziły bez celu po moim ciele. Nawet nie byłem świadomy, że mój organizm tak desperacko potrzebował takiej bliskości, kiedy umysł stanowczo kazał mi się od czegoś takiego trzymać jak najbardziej z daleka. Czerwone i gorące wypieki na mojej twarzy bardzo podobały się piwnookiemu. Dopiero kiedy poczułem, że jego dłonie wędrują już zbyt nisko, odepchnąłem go szybko od siebie i ciężko oddychając spojrzałem na niego moimi dużymi, ciemnymi oczami. Na takie zabawy było zdecydowanie za wcześnie.
Objąłem jego szyję i zdecydowanym ruchem przyciągnąłem z powrotem do siebie. Dałem mu jeszcze jednego całusa, po czym obróciłem się na bok. On położył swoją rękę na moim biodrze i położył się za mną. Zasnąłem w jednej chwili.
       Rano zorientowałem się, co ja właściwie zrobiłem. Nie miałem na myśli związku, gdyż tego byłem całkowicie świadomy wczoraj. Chodziło o to, że nie wróciłem na noc do domu, co może nie byłoby wielką tragedią dla mojej mamy, co bardziej dla brata. Wstałem z łóżka i starałem jakoś się ogarnąć, jednak moje włosy stanowczo odmawiały współpracy. Xavery odwiózł mnie pod dom, chociaż miałem do siebie zaledwie 20 min drogi. Stałem przed drzwiami i zastanawiałem się, jak wściekły będzie Aleks. Westchnąłem cicho i otworzyłem drzwi. Wszedłem powoli do środka i zacząłem zdejmować buty. Wyprostowałem się, a on już stał w progu z założonymi rękami.
- Gdzieś ty do licha był? - zapytał z wyrzutem.
- Wszędzie. - odpowiedziałem krótko. Nie lubiłem być dla niego taki, jaki byłem dla wszystkich, ale był to jedyny sposób, żeby nie dowiedział się tego, czego sam podświadomie nie chciał wiedzieć.              Teraz się trochę zdenerwuje, nie będzie się do mnie odzywał przez jakiś czas, a potem mu przejdzie. Postanowiłem przyspieszyć obrót spraw i przytuliłem się do niego.
- Przepraszam – wymruczałem mu do ucha. Miałem jeszcze nadzieję, że nie wyczuje zapachu innego mężczyzny, bo wtedy na nic by się zdały próby udobruchania mojego brata.


~~~~
Hej
To znowu ja, z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że wam się spodoba :D
Do następnego razu~ 

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział III

       Nie mogłem się skupić na żadnym słowie nauczyciela. Wszystko jakoś magicznie mi umykało. Myślałem o sytuacji, w której się znalazłem,co raczej nie powinno być wielkim zaskoczeniem. Jednak moja wyobraźnia pogalopowała na granice swoich możliwości. W pewnym momencie widziałem siebie w związku. Zastanawiałem się jak to jest kochać i być kochanym.
Doprawdy, zabrzmiało to tak, jak w tych wszystkich kiczowatych romansidłach. Zreflektowałem się po chwili. Przecież zgodziłem się na to tylko z jednego względu. A mianowicie chciałem się dowiedzieć, co tak naprawdę stało za zachowaniem... nawet nie znałem jego imienia. To nie miało się opierać na żadnych uczuciach, a jedynie na chęci zaspokojenia własnej ciekawości. Przynajmniej z mojej strony.
Takie uciążliwe myśli nigdy wcześniej nie zalegały mi w głowie.
       Wyszedłem z sali kompletnie zdezorientowany i starałem się jak najszybciej dotrzeć do szatni. Nawał innych uczniów często nie dawał możliwości wydostania się z niej, a chciałem zdążyć na pociąg do mojego miasta. Osiągnąłem swój własny, kolejny w tym tygodniu, mini sukces, kiedy udało mi się bez uszczerbku na zdrowiu stanąć na placu szkolnym. Oczywiście zdrowiu fizycznym, gdyż przeciskanie się przez tłumy i tak bliski kontakt z innymi ludźmi sprawiał, że czułem się dziwnie. Szatnie były zdecydowanie zbyt małe, jak na tak dużą ilość uczniów.
Westchnąłem cicho i ruszyłem w stronę dworca, kiedy po raz drugi dzisiejszego dnia, ktoś naruszył moją przestrzeń. Obróciłem się, błagając w duchu, aby to nie był znowu on. Ku mojej uldze zobaczyłem drobniutką dziewczynę, która prawdopodobnie chodziła ze mną do klasy. Chyba nawet delikatnie się uśmiechnąłem, co najwyraźniej zostało zauważone, wnioskując po jej wyrazie twarzy. Ona wyszczerzyła swoje białe ząbki w szerokim uśmiechu, a z jej ust wyleciała para. Miała zaróżowione policzki, pewnie od mrozu, i śmieszną czapkę z pomponem. Jako, że ja raczej nie odzywam się pierwszy, czekałem na jej ruch. Normalnie, to została by zignorowana, jednak fakt, że nie była panem z baru, dodał jej kilka punktów jak na ten moment. Po chwili jej uśmiech, został zastąpiony przez wyraz zakłopotania.
- Nath, masz już może z kim iść na półmetek? - spojrzała głęboko w moje oczy, a mi zrobiło się dziwnie nieswojo. Wypowiedziała te słowa bardzo szybko, a ja potrzebowałem kilku sekund, aby przetrawić odebrane informacje. Dziewczyna najwyraźniej chciała iść ze mną, albo żeby ze mną wybrała się jakaś jej koleżanka, bo w innym razie byłaby samotna, w towarzystwie jej i jej chłopaka.
- Nie idę na półmetek. - zakończyłem konwersację krótko i konkretnie. Podjęty przez nią temat zdecydowanie zniechęcił mnie do dalszej rozmowy. Myślałem, że to powszechnie wiadome, że nie udzielam się w takich akcjach. Nie udzielam się w ogóle nigdzie. Odwróciłem od niej wzrok i bez słowa kontynuowałem drogę na stację. Ona chyba była lekko zaskoczona, gdyż przez pierwsze kilka sekund nie usłyszałem za sobą nawet szelestu.
- Jakbyś zmienił zdanie, to daj mi znać! - krzyknęła jeszcze, kiedy przechodziłem przez ulicę. Nawet nie pomyślałem o tym, żeby się obrócić.
       Co za dziwny dzień. Może to jednak był pijacki sen? Może wcale żadna dziewczyna nie chciała mnie zaprosić na imprezę. Może wcale nie wplątałem się w związek, który doprowadzi do złamania większości moich zasad.
Kopnąłem w słupek, a ból sprawił, że przestałem rozmyślać nad tym, czy nadal śpię. Para wyleciała z moich ust. Byłem dość poddenerwowany, sam nie wiedząc dokładnie czym. No jak baba z okresem. Dotarłem na peron, zająłem miejsce na jednej z ławek i jak zwykle wyciągnąłem z plecaka książkę. Miałem jeszcze parę minut do przyjazdu pociągu. Nie jeździłem samochodem do szkoły. Od pierwszej klasy dojeżdżałem pociągami i przywykłem do tego na tyle, że nie chciało mi się tego zmieniać. Ja naprawdę bardzo nie lubiłem zmian. Widząc mój nadjeżdżający transport, zebrałem się i podszedłem do grubej, żółtej linii. Wokół zebrało się już sporo osób, które również miały zamiar gdzieś jechać. Podróż trwała 15 min, a kiedy wysiadałem, zobaczyłem czarnowłosego chłopaka, poznanego wczoraj w teatrze. Palił papierosa po drugiej stronie ulicy.
- Co do cholery – rozejrzałem się jeszcze dookoła – ten dzień to naprawdę jakiś absurd. - wymruczałem do siebie i ze spuszczoną głową skierowałem się w stronę przystanku autobusowego. Usiadłem grzecznie i ponownie wyjąłem książkę. Czekała mnie jeszcze przejażdżka autobusem, którą wolałbym przebyć w spokoju. 
Nagle usłyszałem, jak ktoś woła moje imię. Podniosłem już poirytowany głowę, moim oczom ukazał się czarny land rover, drzwi były uchylone, a w środku siedziała Leo. Podniosłem się z miejsca, aby się z nią przywitać.
- Hej Nathuś, wsiadaj, podwiozę cię – mówiła do mnie „Nathuś”, co o dziwo mi nie przeszkadzało.
- Dzięki – wpakowałem się do samochodu, a z głośników, po zamknięciu drzwi, popłynęła głośna muzyka. Red Hot Chili Peppers, a dokładniej piosenka Dani California,
którą dziewczyna śpiewała razem z zespołem.
       Ja wchodziłem do domu, a mój brat z niego wychodził. No tak, miałem dzisiaj zostać tutaj sam. Moją głowę nawiedziła pewna myśl. Mając chłopaka, w takich sytuacjach, powinienem zaprosić go do siebie, czyż nie? Szybko jednak wróciłem na ziemie. Zrobiłem herbatę w dzbanku i zabrałem się za kończenie książki.
Osiągnąłem swój cel i odłożyłem lekturę na półkę. Przed snem naoglądałem się jeszcze jakichś strasznych filmików, co sprawiło, że budziłem się w nocy po kilka razy.
Wstając rano z łóżka, wiedziałem, że ten dzień będzie nieciekawy. Mimo, iż od wczoraj nic się nie zmieniło, gdzieś w głowie siedziała mi informacja, że będę musiał porozmawiać z chłopakiem z baru. W szkole chciałem od tego jakoś uciec, ale bezskutecznie. Złapał mnie na jednej przerwie i zaciągnął do męskiego kibla, aczkolwiek zarzekłem się, że jeśli podejmie się próby naruszenia mojej osoby w jakikolwiek sposób, nie ręczę za siebie. Niestety wszystkie moje groźby, skierowane do niego, zostają zbagatelizowane i wykpione. Nie bierze mnie na poważnie i kiedyś mu się za to odwdzięczę. W łazience nachylił się nade mną, a ja ani drgnąłem. Gdy zbliżał swoje usta do mojej szyi, wstrzymałem powietrze. Czując jego oddech na skórze, zamknąłem oczy i zacisnąłem pięści. Posunie się o milimetr dalej, a dostanie w twarz. Byłem już gotów uderzyć, kiedy nagle chłopak się ode mnie odsunął. Poczułem ulgę i szybko otworzyłem oczy. Stał przede mną z głupim uśmiechem na twarzy.
- Chciałeś wiedzieć, dlaczego wtedy w barze byłem w takim stanie, czyż nie? - pokiwałem powoli głową, rozluźniając się nieco. - Otóż tamtego dnia miałem sporą kłótnie w domu. Wiesz, talerze latają, drzwi się trzaskają, wokoło alkohol, a ja stałem pośrodku tego wszystkiego. O mało nie zostałem wyrzucony z własnej rodziny, a to wszystko za sprawą mojej orientacji. Tamtego dnia przyznałem się rodzicom, że wolę facetów. Po tym wszystkim wybiegłem z domu i dotarłem do Krówki. Tam siedziałeś ty i dalej już znasz scenariusz. - omiótł wzrokiem pomieszczenie i chyba oczekiwał odpowiedzi. Nie skomentowałem jednak tej opowieści. Z resztą komentarza nie było w umowie. Ja się chciałem tylko dowiedzieć.
- Dobra, znam twoją historię. Może teraz dowiem się, jak masz na imię? - zwróciłem się do niego po chwili. On widocznie zaskoczony, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że również trochę rozbawiony, spojrzał na mnie i przekręcił lekko głowę.
- Xavery – odpowiedział w końcu.
- Co zamierzasz teraz zrobić?
- Jak to co? Rozkochać cię w sobie. - szeroki uśmiech wpełzł na jego twarz i ukazał przy tym szereg zębów. Odnosiłem powoli wrażenie, że uwielbiał się nimi chwalić.
- Nie o to pytałem – wywróciłem oczami, to była moja jedyna reakcja na te słowa.
- Co nie zmienia faktu, że i tak to zrobię. - jego pewność siebie zdecydowanie działała mi na nerwy.
- Najpierw będziesz musiał ustalić to z Aleksem. - nie wiem czy to usłyszał, bo powiedziałem to, kiedy już wychodził na korytarz. Do dzwonka zostało kilka sekund, więc jak najszybciej ruszyłem w stronę sali.
Znałem już powód jego zachowania, ale czy to coś zmieniło w moim światopoglądzie? Ludzie nadal są tacy jak zawsze, włącznie ze mną. Nic nie oświeciło mojego umysłu i nie wskazało mi nowej drogi, którą powinienem podążać. Życie to nie książka, co zostało ponownie przeze mnie potwierdzone. Nie wszystko jest też tak jasne i klarowne, jakby się z początku wydawało.
No, brawo Nathaniel. Odkryłeś Amerykę. Geniuszu.

- Xavery stwierdził, że mnie w sobie rozkocha. Ciekaw jestem jak on ma zamiar to zrobić. Jak na razie udało się to tylko literaturze, a ponadto Aleks nie będzie zadowolony. - mruczałem do siebie, w drodze do klasy.
Reszta dnia minęła bez większych rewelacji. Dziewczyna, która wczoraj podjęła ze mną rozmowę, zerkała na mnie przy lepszej okazji i chyba myślała, że tego nie widzę. Owszem, jeszcze parę dni temu nawet nie podnosiłbym głowy znad książki. Teraz częściej rozglądam się dookoła siebie. Najwyraźniej, nieświadomie wziąłem sobie do serca słowa Xaverego.
Wychodząc ze szkoły, zauważyłem samochód Alicji, jednak w tej samej chwili podszedł do mnie chłopak o jasnobrązowych włosach i piwnych oczach. Chciałem iść dalej i nie zwracać na niego uwagi i zrobiłbym to, gdyby nie pociągnął mnie do siebie. Objął mnie w pasie i trzymał tak przez chwilę, jakby nic dookoła nie istniało. Ja się nie ruszałem, gdyż byłem tak zaskoczony, że mnie sparaliżowało. Nagle usłyszałem jak drzwi od samochodu zamykają się z trzaskiem. Miałem dziwne wrażenie, że to Aleks, ponieważ powietrze jakby wypełniła chęć mordu. Nie myliłem się. W jednym momencie zostałem wyrwany z uścisku i znalazłem się przy moim bracie. Zaraz potem siedziałem już na tylnym siedzeniu czarnego auta.
- Kto to do licha był? - mówił tak, jakby to była moja wina.
- Xavery.
- Dużo mi to mówi. - spojrzał na mnie z wyrzutem
- Chłopak, który twierdzi, że mnie w sobie rozkocha. - wyjaśniłem spokojnie.
- Po moim trupie. - był chyba dość zdenerwowany, jednak nie wiem czy dlatego, że jakiś chłopak mnie przytulał, czy dlatego, że nie zrobiłem nic, żeby się z uścisku wydostać.
- Wiem o tym. - samochód ruszył i jedyne co dało się usłyszeć, to podśpiewywanie Leo. Ona nigdy nie mieszała się w nasze kłótnie. Była neutralna i starała się rozwiązać konflikty dyplomatycznie.
Zatrzymaliśmy się pod naszym domem, a brunet był na mnie najwidoczniej obrażony. Będę musiał go jakoś udobruchać. Para pocałowała się na pożegnanie, po czym wysiedliśmy z samochodu, a dziewczyna odjechała, życząc nam powodzenia, zapewne w godzeniu się.
Wieczorem, kiedy Aleks oglądał telewizje w salonie, rozłożony na kanapie, podszedłem do niego, usiadłem na skraju mebla i z początku nie wiedziałem co mam zrobić. On zrobił mi miejsce i posunął się tak, abym mógł się obok niego położyć, co oczywiście zrobiłem. Zaczął głaskać mnie delikatnie po głowie.
- Przepraszam. - wyszeptałem, lekko zmieszany
- Nie oddam cię nikomu, kto na to nie zasłuży. - wypowiedział te słowa na tyle dosadnie, że bałem się jakkolwiek na nie odpowiedzieć.

~~~~~
Hej
Przepraszam, że wstawiam rozdział dopiero teraz, ale wymiana, a potem choroba skutecznie uniemożliwiły mi robienie czegokolwiek innego, poza nadrabianiem zaległości. Przepraszam również za wygląd tego posta, ale nie umiem tego za cholerę naprawić, a jest już za późno, żebym się z tym bawiła :_:
Dziękuję za przeczytanie, do następnego razu i tu macie piosenkę od Leo :D

sobota, 31 października 2015

Rozdział II

    ~Olaf~

       Czarnowłosy szedł ciemną ulicą na tyle zamyślony, że nie zauważył przystanku autobusowego, na którym miał się zatrzymać. Myślał o Nathanielu i Aleksandrze. Zastanawiał się co ich łączy i dlaczego tak jawnie to okazują. Miał co do nich wielkie podejrzenia, które jednak brutalnie się potwierdziły, gdy chłopak zwabiony światłem z restauracji, zatrzymał się przy jej oknie i powoli spojrzał za szybę. Dostrzegł blondyna, o niesłychanie jasnym odcieniu włosów, oraz ciemnobrązowych oczach. Jego postura delikatnie przypominała tą dziewczęcą, a blada skóra i brak wyrazu twarzy przerażały. Ta cała kompozycja składała się na drobnego człowieka, który do złudzenia przypominał porcelanową lalkę. Można go było posadzić w szklanej gablotce, aby nie stała się mu żadna krzywda. Chłopak miał uchylone usta, a w ich stronę zmierzała frytka, którą zaś na drugim końcu trzymały niesamowicie długie palce. Ich właściciel miał jasnobrązowe włosy i uśmiech tak szeroki, że zmrużone oczy nie ukazywały swojego odcienia. Olaf patrzył na ten obrazek, z szeroko otwartymi oczami. Coś zabolało go w środku, jednak nie z powodu zazdrości. Blondyna i jego towarzysza nawet tak naprawdę nie znał. Opamiętał się dopiero, kiedy właściciel porcelanowego ciała spojrzał w jego stronę.
Wystraszony faktem, że mógł zostać zauważony, szybko spuścił głowę i odszedł w kierunku własnego mieszkania. Szedł przez miasto prawie godzinę, gdyż ominął swój przystanek. Otworzył cicho drzwi, zrzucił kurtkę na podłogę i otworzył jedną z szuflad w przedpokoju. Wyciągnął z jej wnętrza paczkę papierosów i skierował się na balkon. Starał się ograniczyć palenie, jednak zazwyczaj spełzało to na niczym. Spojrzał w niebo, na którym powoli zaczynały pokazywać się gwiazdy. Były wszystkim tym, co kochał. Napawały go nadzieją, że jest ktoś, kto również teraz spogląda w górę, że mimo wszystko jest mnóstwo ludzi, którzy czują się tak samo, jak on.

***
~Nathaniel~

       Do domu dotarliśmy znacznie później, niż było to w planach. Mimo zmęczenia jednak nie zrezygnowałem z przyjemności, jaką dawała mi literatura. Zatopiłem się w niej, zapominając o reszcie świata. Niestety po bliżej nieokreślonym czasie, zostało mi to brutalnie przerwane pukaniem do drzwi. Spojrzałem w kierunku źródła hałasu z zamiarem zamordowania wszystkiego, co raczyło mi przeszkodzić. W progu mojego pokoju stanął Aleks. Resztkami sił pokonywałem chęć rzucenia czymś w niego.
- Młody, jutro jadę na noc do Leo, także będziesz miał wolną chatę. - dziewczyna mojego brata miała na imię Alicją, dlatego nikt nie wiedział, skąd się wzięło to „Leo”
- Jestem tylko rok młodszy, przestań tak do mnie mówić. - lekko się oburzyłem.
- Dobra, dobra. - machnął ręką i wyszedł z pokoju.
       Była dwudziesta trzecia, więc niechętnie odłożyłem książkę na biurko i poszedłem wziąć prysznic.
Chłód zetknął się z moim pół nagim ciałem, gdy wychodziłem z łazienki. Mokre nadal włosy ociekały wręcz wodą, której krople spływały po karku i jakby przed czymś uciekając, zaraz skrywały się pod koszulką, wędrując powoli po linii kręgosłupa.
Owinąłem się ciasno górną częścią garderoby, lecz na moich niczym nie osłoniętych nogach, pojawiła się gęsia skórka.
Powlokłem się do kuchni z zamiarem zrobienia sobie herbaty. Była to moja druga prywatna przyjemność. Z kubkiem parującego płynu udałem się do mojej świątyni, gdzie zasiadłem jeszcze przed laptopem.
To często wprowadzało mnie w dziwny stan, kiedy widziałem tych wszystkich ludzi w internecie.
Spojrzałem na zegarek, który próbował mi wmówić, że jest po pierwszej, kiedy w rzeczywistości było kilka minut po północy. Zebrałem się szybko, ubrałem w miarę wyjściowe ciuchy i wyszedłem. Bratu nie powiedziałem ani słowa, ale to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy to robię.
       Włóczę się nocą po mieście. Kiedy słońce cieszy ludzi swoimi promieniami na drugiej półkuli, ja cieszę się światem bez ludzi. W środku nocy, na ulicy, można spotkać najwyżej ludzi zmęczonych życiem, lub pijaków, dla których koniec dnia, to kolejna okazja do wlania w siebie następnych litrów wódki.
Czy ja zaliczałem się do któregoś z nich? Nie wiem, i chyba raczej nie chcę się nad tym rozwodzić, gdyż to penie zagalopowałoby zbyt daleko.
       Dotarłem do Krówki – jednego z najlepszych nocnych lokali w mieście. Usiadłem przy barze i spojrzałem sceptycznie na wystawę alkoholi, potem przeniosłem wzrok na robiącego drinki barmana. Nazwa „Krówka” mogła zmylić, zdecydowanie.
Miałem wewnętrzne pragnienie, żeby się upić. Postawiłem dzisiaj na drinki, pomimo że nie jest to zbyt męskie. Złożyłem zamówienie i oparłem głowę na dłoniach, przyglądając się starszemu ode mnie chłopakowi, który wlewał wódkę do wysokiej szklanki. Po chwili przede mną stał już kolorowy trunek. Przeszło mi przez myśl, że jutro w szkole będzie mi ciężko z kacem, lecz szybko to zignorowałem.
Byłem już w połowie trzeciego drinka, kiedy dzwoneczki nad drzwiami do lokalu wydały dźwięk, ostrzegając przed nowym gościem. Zwróciłem wzrok w owym kierunku i lekko się uśmiechnąłem.

Usiadł kilka krzesełek dalej. Nie wyglądał dobrze, miał podkrążone i czerwone oczy. Był przygarbiony i widocznie przygnębiony. W sumie czym tu się dziwić, do nocnych barów o takiej porze przychodzą wyłącznie tacy ludzie.
Szumiało mi w głowie na tyle, że zdecydowałem, przysiąść się do chłopaka, lecz na razie nie odezwałem się do niego ani słowem. Jemu było już chyba całkiem obojętne, co się dookoła dzieje, gdyż nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
Dopiero po paru minutach, przekręcił głowę w moją stronę.
- Co ty tu robisz, Nathaniel? - wypowiedział to bardzo spokojnym głosem.
Opamiętałem się, kiedy usłyszałem własne imię. Zaskoczony lekko odchyliłem się do tyłu, jednak z moich ust nie padła żadna odpowiedź. Wpatrywałem się jedynie zamglonymi już oczami w osobę, która najwyraźniej mnie znała.
- No co, nie poznajesz mnie? - chłopak westchnął cicho – Chodzimy do jednej szkoły.
Mój wyraz twarzy się nie zmienił. Zmuszałem się, do wykopania z odmętów pamięci kogokolwiek o takim wyglądzie, czy głosie. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy.
Przetarł swoje oczy i raz jeszcze spojrzał w moje.
- Tyle wypiłeś, czy odebrało ci mowę? - drążył dalej.
- Nie znam cię. - wymruczałem cicho i zacząłem kontemplować szklankę, która znajdowała się w mojej dłoni.
- No tak, twoja egzystencja polega głównie na uciekaniu od świata. Jednak nigdy nie spodziewałem się, że ujrzę ciebie bez książki, w dodatku pijącego, samotnie w barze. -  nachylił się nade mną, chwycił mnie za brodę i skierował tak, abym patrzył prosto na niego. Nie miałem pojęcia o co chodzi, ponadto nie byłem trzeźwy.
Nagle poczułem słony smak. Jego usta złączone z moimi w dość dziwnym pocałunku. Dopiero jak mój rzekomy „znajomy” odsunął się ode mnie, doszło do mnie, co się stało.
Miałem ochotę zabić go za to, co zrobił. Narastała we mnie wściekłość, choć sam nie wiedziałem dlaczego tak się dzieje.
 Przecież byłem gejem. Jednak to nie fakt, że pocałował mnie facet, tak mnie oburzył. Rzecz w tym, że ktoś od tak sobie przekroczył granicę, której zaciekle broniłem od kilkunastu lat. Tylko Aleks miał takie prawo, a ja nie potrzebowałem teraz nikogo innego.
- Zacznij dostrzegać świat wokoło. - rzucił mi jeszcze na odchodne, zanim wyszedł z lokalu.
Ze mnie w momencie wyparował jakby cały alkohol i tylko na ustach został lekko słony smak. Poszedłem do łazienki i przemyłem twarz zimną wodą. Wychodząc jeszcze podziękowałem kelnerowi za obsługę i ruszyłem przed siebie.
Nawet nie wiedziałem, kim był ten człowiek, ale skutecznie odebrał mi chęci do jakiegokolwiek działania. Nie zostało mi już nic innego, jak wrócić do domu i położyć się spać.

       Całą drogę do szkoły starałem skupić się na czytaniu, jednak moje myśli wracały do wydarzenia z poprzedniej nocy. Liczyłem jeszcze na to, że obudzę się i nie będę nic pamiętał. Niestety alkohol i tym razem mnie zawiódł.
       Właśnie dlatego nie mogłem znieść rasy ludzkiej. Działają bez zastanowienia, do tego potrafią zniszczyć budowaną przez lata postawę, jednym głupim pomysłem. My wszyscy jesteśmy idiotami.
Tak trudno zastanowić się nad konsekwencjami swojego zachowania?
Albo nie, cofam to. Wyszedłbym na hipokrytę. To była również moja wina.

Dotarłem do mojego liceum w stosunkowo złym humorze. Chłopak powiedział wtedy, że chodzimy do jednej szkoły. Ja stałem teraz przed nią, zastanawiając się, czy to na pewno dobry pomysł, aby przekroczyć jej próg. Po chwili jednak ruszyłem w stronę drzwi.
Pierwszy raz czułem taki ucisk w okolicach brzucha. Usiadłem na parapecie i ponowiłem próbę przeczytania chociaż fragmentu.
Zadzwonił dzwonek, oznajmiający rozpoczęcie lekcji, potem kolejny, który ją kończył i tak w kółko. Po kilku godzinach straciłem obawę przed tym, że go spotkam i spokojnie kierowałem się w stronę sali, w której mieliśmy mieć ostatnie zajęcia. Wtedy, jak na złość, usłyszałem ten przepełniony spokojem głos. Moja natura pozwoliła mi go zignorować i iść dalej, aczkolwiek ja niestety nie zostałem zignorowany. Chłopak podszedł do mnie od tyłu i chwycił mnie za ramię. Nie odwróciłem się. Postanowiłem, że będę taki jak zawsze. Bezczelny, ironiczny i nieznośny.
On jednak szybkim ruchem sam mnie sobie odwrócił i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Czego chcesz? - powiedziałem to z największą grozą, na jaką było mnie stać. To najwyraźniej nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, a śmiem nawet twierdzić, że wręcz go rozbawiło.
- Ciebie – wymruczał, nadal uśmiechnięty.
- Wysiliłbyś się na lepsze teksty – starałem się zachować spokój. On nie wyglądał tak, jak wczoraj w barze. Teraz był dziwnie wesoły. Zniknęły sińce pod oczami, był wyprostowany i widocznie z siebie zadowolony.
Po raz pierwszy zainteresowało mnie czyjeś życie, ponieważ dotarło do mnie, że jego wczorajszy stan, musiał być czymś spowodowany.
- Nie przesadzaj, oboje wiemy, że ty też tego chcesz.
- Jesteś za bardzo pewny siebie, ale może zastanowię się nad twoją propozycją, jeśli powiesz mi, co ci się stało zeszłej nocy.
- Ciekawe warunki stawiasz.– kąciki jego ust ponownie powędrowały ku górze – rozpatrzę to. - obrócił się na pięcie i pomaszerował do swojej klasy.
Wzruszyłem ramionami i kontynuowałem wędrówkę do sali lekcyjnej. Miałem tylko wątpliwości, czy aby na pewno zachowałem się słusznie. Mogłem przecież wymazać z pamięci jego i całe to zajście, a wtedy nic nie uległoby zmianie.

 ~~~
Witam ponownie
Chciałam podziękować za komentarze pod pierwszym rozdziałem, bo szczerze nie sądziłam, że opowiadanie przypadnie wam do gustu :D
Nie wiem kiedy dodam następną część, ponieważ jadę na wymianę i nie będę miała dostępu do komputera.
Dziękują za uwagę i do następnego razu~

niedziela, 25 października 2015

Rozdział I

       Od zawsze byłem paskudną osobą. W dzieciństwie znęcałem się nad bratem, mając lat czternaście nadziewałem na igłę żywego jeszcze owada i podpalałem go, patrząc jak zdycha w agonii. Odcinałem im nogi, lub głowy. Zazwyczaj ofiarami moich okrutnych tortur były muchy i osy, także usprawiedliwiałem się tym, że świat bez tych stworzeń będzie lepszy. Ludzi nienawidziłem i moje uczucia względem nich nie zmieniły się przez osiemnaście lat mojego życia. Jednak aby nie byś hipokrytą, jako że ja również do rasy ludzkiej należę, swojej osoby także znieść nie mogę. Dlatego uciekałem w świat książek, który był dla mnie jak powietrze. Pochłaniałem całą masę literatury, z czasem zacząłem oceniać ludzi przez pryzmat ilości przeczytanych przez nie książek. Nigdy jednak nie czułem się lepszy od innych, gdyż w pewnym momencie mojej wewnętrznej analizy danej osobliwości, zdawałem sobie sprawę, że dziele z nią gatunek. Myśląc w ten sposób, byłem przekonany, że nie ma dla mnie odpowiedniej osoby na towarzysza. Ponadto rozmowa ze mną była czymś niemożliwym do zrealizowania. Zazwyczaj byłem bardzo złośliwy, ironiczny i bezczelny, a w najlepszym przypadku delikwenta ignorowałem, sprowadzając mój wzrok ponownie w pustą przestrzeń .
 Jedyną osobą, która potrafiła mnie przywołać do porządku, była moja matka, którą ceniłem sobie ponad wszystko. Pomimo, że zdawałem sobie z tego wszystkiego sprawę, nie chciałem się zmieniać. Do takiego trybu życia przywykłem i było mi tak dobrze.
***
       Wracając z korepetycji miałem wstąpić po mojego brata, który powinien za niedługo skończyć zajęcia teatralne. Niczym nie wzruszony usiadłem na widowni w teatrze i po szybkim stwierdzeniu, że to wcale mnie nie interesuje, zająłem się powieścią fantasy. Po chwili poczułem, jak coś stuka mnie w ramię. Uniosłem znużony głowę i zmarszczyłem czoło. Nade mną stał chłopak ubrany na czarno, miał również czarne przydługawe włosy i jaskrawo zielone oczy. Ta zieleń była tak intensywna, że aż nieświadomie się w niej zatopiłem. Posłał mi delikatny uśmiech i usiadł koło mnie. Jego gest nie został odwzajemniony, lekko zirytowany zamknąłem książkę i spojrzałem na niego moimi ciemno brązowymi oczami. Jego kąciki ust ponownie powędrowały ku górze, wyciągnął do mnie rękę i miękkim głosem się przedstawił.
- Jestem Olaf.
 Zwykle w takich momentach wypowiadałem cicho swoje imię i odchodziłem, gdyż nowe znajomości mnie nie interesowały. Jednak próba nadal trwała, a ja nie mogłem wyjść. Uścisnąłem więc niepewnie wystawioną do mnie dłoń.
- Nathaniel – wydukałem. On jeszcze chwilę mnie trzymał, przyglądając się moim oczom. W tym świetle, a raczej jego braku, wyglądały pewnie jak całkowicie czarne. Tworzyły śmieszny kontrast z moimi jasnymi włosami. Spuściłem wzrok, a on wreszcie uwolnił moją dłoń z uścisku.
- Co tu robisz? - zapytał, kierując wzrok na scenę.

      Mój brat nie był do mnie podobny, gdyż mieliśmy innych ojców, więc stojąc teraz na scenie jedynie się do mnie szeroko uśmiechnął. Nie wiem co Olafowi przeszło przez myśl, widząc ten gest w moim kierunku. Ponadto go odwzajemniłem, a zielonooki najwyraźniej lekko się speszył. Nadal nie odpowiedziałem na jego pytanie, gdyż widziałem, że próba Aleksa się skończyła. Praktycznie podbiegł do mnie i opadł na siedzenie obok.
- I jak? - zwróciłem swoją uwagę na brata, całkowicie ignorując obecność nowo poznanego chłopaka.
- Spektakl coraz bliżej, próby mnie wykańczają i są coraz dłuższe - zmrużył oczy, gdy zauważył Olafa, ale również nie poświęcił mu więcej uwagi - wybacz, że musiałeś czekać.
      Dopiero po chwili się przełamał i przywitał czarnowłosego. Śmiem nawet twierdzić, że włosy są farbowane, gdyż taki kolor naturalnie raczej nie występuje. Zreflektowałem się jednak zaraz, gdyż ja również miałem nienaturalną barwę i żadnych specyfików nie używałem.
Wracając jednak do tej dwójki, która właśnie przed moim nosem ściskała sobie dłonie. Odchrząknąłem cicho, po czym Aleksander powstał, za nim ja, a na końcu trochę zdezorientowany Olaf.
- W domu nikogo nie ma, zajmiesz się mną, czy jedziemy na miasto? - wyszczerzyłem zęby w duchu, na myśl jak dwuznacznie to zabrzmiało. Chciałem się poznęcać psychicznie nad chłopakiem, który nie wiedział, że jesteśmy rodzeństwem ani, ze chodziło mi o jedzenie. Brat widocznie podchwycił moją grę, gdyż zauważyłem złośliwy uśmiech na jego twarzy. Cóż, zapomniałem wspomnieć, że był on jedynym człowiekiem na Ziemi, który ze mną rozmawiał i z którym ja rozmawiałem z wielką chęcią.
- Zajmę się tobą Nathanielu – wypowiedział to z taką powagą, że prawie parsknąłem śmiechem, jednak zdecydowanie powstrzymał mnie wydźwięk mojego pełnego imienia w jego ustach. Było odrażające. Zielonooki spojrzał na nas z lekkim szokiem wymalowanym na twarzy, lecz chyba starał się zachować zimną krew. My równocześnie się pożegnaliśmy i z szyderczymi uśmieszkami ruszyliśmy w stronę mojego samochodu. Aleks nie miał nawet prawa jazdy, mimo iż był ode mnie rok starszy.
- Znasz go? - zapytałem w końcu, gdy weszliśmy do auta.
- Niedawno dołączył do koła teatralnego, ale nigdy z nim nie rozmawiałem. - spojrzał za szybę. Zima nie dawała za wygraną i chyba nie chciała nas na razie opuszczać, na co mój brat skrzywił się nieco. - Jednak nasza dzisiejsza zabawa zasługuję na nagrodę w postaci chociaż dobrej kolacji. Może gdzieś wstąpimy?
- Ech, trzeba było od razu powiedzieć, że nie chce ci się gotować – zaśmiałem się i skręciłem na ulicę, przy której znajdowała się niewielka restauracja.
- Wtedy nie mógłbym powiedzieć, że się tobą zajmę, a mina Olafa była bezcenna. Chociaż jesteśmy trochę okrutni, gdy tak wpędzamy ludzi w wir wątpliwości. - Otworzył mi drzwi, na co ja skinąłem głową.
- Przyznaj, że lubisz to tak samo jak ja, zresztą widzę, że ty nadal nie skończyłeś się bawić. - Wyraz mojej twarzy się nie zmienił, jednak szatyn wiedział, że mnie to również bawi.

      Po chwili namysłu postawiłem na fast – foody, które również były tu serwowane. Aleks jak zwykle zamówił podwójną porcję frytek, a ja zapiekankę. Widząc kelnerkę z naszym jedzeniem, mój brat nachylił się do mnie i wyszeptał mi do ucha słowa nie mające większego znaczenia, przy czym ledwie musnął swoim językiem płatek mojego ucha. Na ten widok kelnerka widocznie się zarumieniła, zostawiła zamówienie na stoliku i szybko odeszła. Aleks był genialnym aktorem i gdybym nie wiedział, że ma dziewczynę, a to zwykła gra, sam byłbym święcie przekonany, że jest gejem. Nasza zabawa zaczęła się w momencie, kiedy przyznałem się mu do mojej orientacji. Zareagował dość entuzjastycznie, gdyż nawet się ucieszył. Jednak on jedyny o mnie wiedział, a teraz właśnie odgrywaliśmy nasze ulubione, prywatne przedstawienie, na złość ludzkości oczywiście.
Chwycił frytkę w dwa palce i uniósł ją na wysokość mojej twarzy. Wiedziałem co chce zrobić. Zaintrygowany i z szerokim jak na mnie uśmiechem otworzyłem usta, dając drogę frytce. Teatralnie odwróciłem wzrok w stronę szyby, udając skrępowanie, a kawałek smażonego ziemniaka wylądował w moich ustach. Wtedy za oknem dostrzegłem kontury jakiejś postaci, która się w nas wpatrywała. Nie widziałem kto to, więc zignorowałem ten fakt. Postać po chwili nerwowo oddaliła się od restauracji, a my kontynuowaliśmy naszą „romantyczną” i jakże zasłużoną kolację.
Rzadko miałem okazję tak długo przebywać z moim bratem, gdyż zwykle swój cenny czas poświęcał dziewczynie. Mimo to, dogadywałem się z nim jak nigdy.
 Fakt faktem, w przeszłości się nad nim znęcałem i wcale nie przeszkadzało mi to, że jest ode mnie starszy. Aczkolwiek kiedy zacząłem się wycofywać ze społeczeństwa, nasze kontakty uległy diametralnej zmianie. Uśmiechnąłem się pod nosem, co zostało zauważone.
- Jestem ciekaw o czym myślisz, kiedy się tak uśmiechasz. - spojrzał na mnie i przekręcił lekko głowę. Ja skierowałem wzrok na okruszki po zapiekance i zamruczałem cicho, ostrzegając go tym, aby nie drążył tematu. Po skończonym posiłku ruszyliśmy w stronę domu, który zresztą i tak był pusty, gdyż nasza rodzicielka miała nocną zmianę w szpitalu.

~~~
Witam, postanowiłam w końcu opublikować moje opowiadanie i mam nadzieję, ze uda mi się je skończyć.
Z tego miejsca chciałam was przeprosić za to, ze rozdział jest tak krótki, ale obiecuje, poprawię się na następny raz.
Ponadto proszę o szczerą i konstruktywną krytykę, albo chociaż wytykanie błędów, gdyż wiem, że nie radze sobie z pisaniem tak dobrze jakbym chciała, a to pomoże mi opowiadanie poprawić.
Na dzisiaj tyle.
Dziękuję i do następnego razu~

sobota, 6 czerwca 2015

Tak na początek.

Witam.
Na tym blogu w przyszłości będę publikowała swoje opowiadania yaoi.
Traktuje to w pewnym sensie jako motywację do tego, żebym w końcu zabrała się za nie.
Może na dniach się coś pojawi, może nie.
Dziękuję za uwagę i do następnego razu.