~Olaf~
Czarnowłosy szedł ciemną ulicą na tyle zamyślony, że nie zauważył przystanku autobusowego, na którym miał się zatrzymać. Myślał o Nathanielu i Aleksandrze. Zastanawiał się co ich łączy i dlaczego tak jawnie to okazują. Miał co do nich wielkie podejrzenia, które jednak brutalnie się potwierdziły, gdy chłopak zwabiony światłem z restauracji, zatrzymał się przy jej oknie i powoli spojrzał za szybę. Dostrzegł blondyna, o niesłychanie jasnym odcieniu włosów, oraz ciemnobrązowych oczach. Jego postura delikatnie przypominała tą dziewczęcą, a blada skóra i brak wyrazu twarzy przerażały. Ta cała kompozycja składała się na drobnego człowieka, który do złudzenia przypominał porcelanową lalkę. Można go było posadzić w szklanej gablotce, aby nie stała się mu żadna krzywda. Chłopak miał uchylone usta, a w ich stronę zmierzała frytka, którą zaś na drugim końcu trzymały niesamowicie długie palce. Ich właściciel miał jasnobrązowe włosy i uśmiech tak szeroki, że zmrużone oczy nie ukazywały swojego odcienia. Olaf patrzył na ten obrazek, z szeroko otwartymi oczami. Coś zabolało go w środku, jednak nie z powodu zazdrości. Blondyna i jego towarzysza nawet tak naprawdę nie znał. Opamiętał się dopiero, kiedy właściciel porcelanowego ciała spojrzał w jego stronę.
Wystraszony faktem, że mógł zostać zauważony, szybko spuścił głowę i odszedł w kierunku własnego mieszkania. Szedł przez miasto prawie godzinę, gdyż ominął swój przystanek. Otworzył cicho drzwi, zrzucił kurtkę na podłogę i otworzył jedną z szuflad w przedpokoju. Wyciągnął z jej wnętrza paczkę papierosów i skierował się na balkon. Starał się ograniczyć palenie, jednak zazwyczaj spełzało to na niczym. Spojrzał w niebo, na którym powoli zaczynały pokazywać się gwiazdy. Były wszystkim tym, co kochał. Napawały go nadzieją, że jest ktoś, kto również teraz spogląda w górę, że mimo wszystko jest mnóstwo ludzi, którzy czują się tak samo, jak on.
***
~Nathaniel~
Do domu dotarliśmy znacznie później, niż było to w planach. Mimo zmęczenia jednak nie zrezygnowałem z przyjemności, jaką dawała mi literatura. Zatopiłem się w niej, zapominając o reszcie świata. Niestety po bliżej nieokreślonym czasie, zostało mi to brutalnie przerwane pukaniem do drzwi. Spojrzałem w kierunku źródła hałasu z zamiarem zamordowania wszystkiego, co raczyło mi przeszkodzić. W progu mojego pokoju stanął Aleks. Resztkami sił pokonywałem chęć rzucenia czymś w niego.
- Młody, jutro jadę na noc do Leo, także będziesz miał wolną chatę. - dziewczyna mojego brata miała na imię Alicją, dlatego nikt nie wiedział, skąd się wzięło to „Leo”
- Jestem tylko rok młodszy, przestań tak do mnie mówić. - lekko się oburzyłem.
- Dobra, dobra. - machnął ręką i wyszedł z pokoju.
Była dwudziesta trzecia, więc niechętnie odłożyłem książkę na biurko i poszedłem wziąć prysznic.
Chłód zetknął się z moim pół nagim ciałem, gdy wychodziłem z łazienki. Mokre nadal włosy ociekały wręcz wodą, której krople spływały po karku i jakby przed czymś uciekając, zaraz skrywały się pod koszulką, wędrując powoli po linii kręgosłupa.
Owinąłem się ciasno górną częścią garderoby, lecz na moich niczym nie osłoniętych nogach, pojawiła się gęsia skórka.
Powlokłem się do kuchni z zamiarem zrobienia sobie herbaty. Była to moja druga prywatna przyjemność. Z kubkiem parującego płynu udałem się do mojej świątyni, gdzie zasiadłem jeszcze przed laptopem.
Czarnowłosy szedł ciemną ulicą na tyle zamyślony, że nie zauważył przystanku autobusowego, na którym miał się zatrzymać. Myślał o Nathanielu i Aleksandrze. Zastanawiał się co ich łączy i dlaczego tak jawnie to okazują. Miał co do nich wielkie podejrzenia, które jednak brutalnie się potwierdziły, gdy chłopak zwabiony światłem z restauracji, zatrzymał się przy jej oknie i powoli spojrzał za szybę. Dostrzegł blondyna, o niesłychanie jasnym odcieniu włosów, oraz ciemnobrązowych oczach. Jego postura delikatnie przypominała tą dziewczęcą, a blada skóra i brak wyrazu twarzy przerażały. Ta cała kompozycja składała się na drobnego człowieka, który do złudzenia przypominał porcelanową lalkę. Można go było posadzić w szklanej gablotce, aby nie stała się mu żadna krzywda. Chłopak miał uchylone usta, a w ich stronę zmierzała frytka, którą zaś na drugim końcu trzymały niesamowicie długie palce. Ich właściciel miał jasnobrązowe włosy i uśmiech tak szeroki, że zmrużone oczy nie ukazywały swojego odcienia. Olaf patrzył na ten obrazek, z szeroko otwartymi oczami. Coś zabolało go w środku, jednak nie z powodu zazdrości. Blondyna i jego towarzysza nawet tak naprawdę nie znał. Opamiętał się dopiero, kiedy właściciel porcelanowego ciała spojrzał w jego stronę.
Wystraszony faktem, że mógł zostać zauważony, szybko spuścił głowę i odszedł w kierunku własnego mieszkania. Szedł przez miasto prawie godzinę, gdyż ominął swój przystanek. Otworzył cicho drzwi, zrzucił kurtkę na podłogę i otworzył jedną z szuflad w przedpokoju. Wyciągnął z jej wnętrza paczkę papierosów i skierował się na balkon. Starał się ograniczyć palenie, jednak zazwyczaj spełzało to na niczym. Spojrzał w niebo, na którym powoli zaczynały pokazywać się gwiazdy. Były wszystkim tym, co kochał. Napawały go nadzieją, że jest ktoś, kto również teraz spogląda w górę, że mimo wszystko jest mnóstwo ludzi, którzy czują się tak samo, jak on.
***
~Nathaniel~
Do domu dotarliśmy znacznie później, niż było to w planach. Mimo zmęczenia jednak nie zrezygnowałem z przyjemności, jaką dawała mi literatura. Zatopiłem się w niej, zapominając o reszcie świata. Niestety po bliżej nieokreślonym czasie, zostało mi to brutalnie przerwane pukaniem do drzwi. Spojrzałem w kierunku źródła hałasu z zamiarem zamordowania wszystkiego, co raczyło mi przeszkodzić. W progu mojego pokoju stanął Aleks. Resztkami sił pokonywałem chęć rzucenia czymś w niego.
- Młody, jutro jadę na noc do Leo, także będziesz miał wolną chatę. - dziewczyna mojego brata miała na imię Alicją, dlatego nikt nie wiedział, skąd się wzięło to „Leo”
- Jestem tylko rok młodszy, przestań tak do mnie mówić. - lekko się oburzyłem.
- Dobra, dobra. - machnął ręką i wyszedł z pokoju.
Była dwudziesta trzecia, więc niechętnie odłożyłem książkę na biurko i poszedłem wziąć prysznic.
Chłód zetknął się z moim pół nagim ciałem, gdy wychodziłem z łazienki. Mokre nadal włosy ociekały wręcz wodą, której krople spływały po karku i jakby przed czymś uciekając, zaraz skrywały się pod koszulką, wędrując powoli po linii kręgosłupa.
Owinąłem się ciasno górną częścią garderoby, lecz na moich niczym nie osłoniętych nogach, pojawiła się gęsia skórka.
Powlokłem się do kuchni z zamiarem zrobienia sobie herbaty. Była to moja druga prywatna przyjemność. Z kubkiem parującego płynu udałem się do mojej świątyni, gdzie zasiadłem jeszcze przed laptopem.
To często wprowadzało mnie w dziwny stan, kiedy widziałem tych wszystkich ludzi w internecie.
Spojrzałem na zegarek, który próbował mi wmówić, że jest po pierwszej, kiedy w rzeczywistości było kilka minut po północy. Zebrałem się szybko, ubrałem w miarę wyjściowe ciuchy i wyszedłem. Bratu nie powiedziałem ani słowa, ale to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy to robię.
Włóczę się nocą po mieście. Kiedy słońce cieszy ludzi swoimi promieniami na drugiej półkuli, ja cieszę się światem bez ludzi. W środku nocy, na ulicy, można spotkać najwyżej ludzi zmęczonych życiem, lub pijaków, dla których koniec dnia, to kolejna okazja do wlania w siebie następnych litrów wódki.
Czy ja zaliczałem się do któregoś z nich? Nie wiem, i chyba raczej nie chcę się nad tym rozwodzić, gdyż to penie zagalopowałoby zbyt daleko.
Dotarłem do Krówki – jednego z najlepszych nocnych lokali w mieście. Usiadłem przy barze i spojrzałem sceptycznie na wystawę alkoholi, potem przeniosłem wzrok na robiącego drinki barmana. Nazwa „Krówka” mogła zmylić, zdecydowanie.
Miałem wewnętrzne pragnienie, żeby się upić. Postawiłem dzisiaj na drinki, pomimo że nie jest to zbyt męskie. Złożyłem zamówienie i oparłem głowę na dłoniach, przyglądając się starszemu ode mnie chłopakowi, który wlewał wódkę do wysokiej szklanki. Po chwili przede mną stał już kolorowy trunek. Przeszło mi przez myśl, że jutro w szkole będzie mi ciężko z kacem, lecz szybko to zignorowałem.
Byłem już w połowie trzeciego drinka, kiedy dzwoneczki nad drzwiami do lokalu wydały dźwięk, ostrzegając przed nowym gościem. Zwróciłem wzrok w owym kierunku i lekko się uśmiechnąłem.
Spojrzałem na zegarek, który próbował mi wmówić, że jest po pierwszej, kiedy w rzeczywistości było kilka minut po północy. Zebrałem się szybko, ubrałem w miarę wyjściowe ciuchy i wyszedłem. Bratu nie powiedziałem ani słowa, ale to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy to robię.
Włóczę się nocą po mieście. Kiedy słońce cieszy ludzi swoimi promieniami na drugiej półkuli, ja cieszę się światem bez ludzi. W środku nocy, na ulicy, można spotkać najwyżej ludzi zmęczonych życiem, lub pijaków, dla których koniec dnia, to kolejna okazja do wlania w siebie następnych litrów wódki.
Czy ja zaliczałem się do któregoś z nich? Nie wiem, i chyba raczej nie chcę się nad tym rozwodzić, gdyż to penie zagalopowałoby zbyt daleko.
Dotarłem do Krówki – jednego z najlepszych nocnych lokali w mieście. Usiadłem przy barze i spojrzałem sceptycznie na wystawę alkoholi, potem przeniosłem wzrok na robiącego drinki barmana. Nazwa „Krówka” mogła zmylić, zdecydowanie.
Miałem wewnętrzne pragnienie, żeby się upić. Postawiłem dzisiaj na drinki, pomimo że nie jest to zbyt męskie. Złożyłem zamówienie i oparłem głowę na dłoniach, przyglądając się starszemu ode mnie chłopakowi, który wlewał wódkę do wysokiej szklanki. Po chwili przede mną stał już kolorowy trunek. Przeszło mi przez myśl, że jutro w szkole będzie mi ciężko z kacem, lecz szybko to zignorowałem.
Byłem już w połowie trzeciego drinka, kiedy dzwoneczki nad drzwiami do lokalu wydały dźwięk, ostrzegając przed nowym gościem. Zwróciłem wzrok w owym kierunku i lekko się uśmiechnąłem.
Usiadł kilka krzesełek dalej. Nie wyglądał dobrze, miał podkrążone i czerwone oczy. Był przygarbiony i widocznie przygnębiony. W sumie czym tu się dziwić, do nocnych barów o takiej porze przychodzą wyłącznie tacy ludzie.
Szumiało mi w głowie na tyle, że zdecydowałem, przysiąść się do chłopaka, lecz na razie nie odezwałem się do niego ani słowem. Jemu było już chyba całkiem obojętne, co się dookoła dzieje, gdyż nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
Dopiero po paru minutach, przekręcił głowę w moją stronę.
- Co ty tu robisz, Nathaniel? - wypowiedział to bardzo spokojnym głosem.
Opamiętałem się, kiedy usłyszałem własne imię. Zaskoczony lekko odchyliłem się do tyłu, jednak z moich ust nie padła żadna odpowiedź. Wpatrywałem się jedynie zamglonymi już oczami w osobę, która najwyraźniej mnie znała.
- No co, nie poznajesz mnie? - chłopak westchnął cicho – Chodzimy do jednej szkoły.
Mój wyraz twarzy się nie zmienił. Zmuszałem się, do wykopania z odmętów pamięci kogokolwiek o takim wyglądzie, czy głosie. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy.
Przetarł swoje oczy i raz jeszcze spojrzał w moje.
- Tyle wypiłeś, czy odebrało ci mowę? - drążył dalej.
- Nie znam cię. - wymruczałem cicho i zacząłem kontemplować szklankę, która znajdowała się w mojej dłoni.
- No tak, twoja egzystencja polega głównie na uciekaniu od świata. Jednak nigdy nie spodziewałem się, że ujrzę ciebie bez książki, w dodatku pijącego, samotnie w barze. - nachylił się nade mną, chwycił mnie za brodę i skierował tak, abym patrzył prosto na niego. Nie miałem pojęcia o co chodzi, ponadto nie byłem trzeźwy.
Nagle poczułem słony smak. Jego usta złączone z moimi w dość dziwnym pocałunku. Dopiero jak mój rzekomy „znajomy” odsunął się ode mnie, doszło do mnie, co się stało.
Miałem ochotę zabić go za to, co zrobił. Narastała we mnie wściekłość, choć sam nie wiedziałem dlaczego tak się dzieje.
Przecież byłem gejem. Jednak to nie fakt, że pocałował mnie facet, tak mnie oburzył. Rzecz w tym, że ktoś od tak sobie przekroczył granicę, której zaciekle broniłem od kilkunastu lat. Tylko Aleks miał takie prawo, a ja nie potrzebowałem teraz nikogo innego.
- Zacznij dostrzegać świat wokoło. - rzucił mi jeszcze na odchodne, zanim wyszedł z lokalu.
Ze mnie w momencie wyparował jakby cały alkohol i tylko na ustach został lekko słony smak. Poszedłem do łazienki i przemyłem twarz zimną wodą. Wychodząc jeszcze podziękowałem kelnerowi za obsługę i ruszyłem przed siebie.
Nawet nie wiedziałem, kim był ten człowiek, ale skutecznie odebrał mi chęci do jakiegokolwiek działania. Nie zostało mi już nic innego, jak wrócić do domu i położyć się spać.
Całą drogę do szkoły starałem skupić się na czytaniu, jednak moje myśli wracały do wydarzenia z poprzedniej nocy. Liczyłem jeszcze na to, że obudzę się i nie będę nic pamiętał. Niestety alkohol i tym razem mnie zawiódł.
Właśnie dlatego nie mogłem znieść rasy ludzkiej. Działają bez zastanowienia, do tego potrafią zniszczyć budowaną przez lata postawę, jednym głupim pomysłem. My wszyscy jesteśmy idiotami.
Tak trudno zastanowić się nad konsekwencjami swojego zachowania?
Albo nie, cofam to. Wyszedłbym na hipokrytę. To była również moja wina.
Dotarłem do mojego liceum w stosunkowo złym humorze. Chłopak powiedział wtedy, że chodzimy do jednej szkoły. Ja stałem teraz przed nią, zastanawiając się, czy to na pewno dobry pomysł, aby przekroczyć jej próg. Po chwili jednak ruszyłem w stronę drzwi.
Szumiało mi w głowie na tyle, że zdecydowałem, przysiąść się do chłopaka, lecz na razie nie odezwałem się do niego ani słowem. Jemu było już chyba całkiem obojętne, co się dookoła dzieje, gdyż nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
Dopiero po paru minutach, przekręcił głowę w moją stronę.
- Co ty tu robisz, Nathaniel? - wypowiedział to bardzo spokojnym głosem.
Opamiętałem się, kiedy usłyszałem własne imię. Zaskoczony lekko odchyliłem się do tyłu, jednak z moich ust nie padła żadna odpowiedź. Wpatrywałem się jedynie zamglonymi już oczami w osobę, która najwyraźniej mnie znała.
- No co, nie poznajesz mnie? - chłopak westchnął cicho – Chodzimy do jednej szkoły.
Mój wyraz twarzy się nie zmienił. Zmuszałem się, do wykopania z odmętów pamięci kogokolwiek o takim wyglądzie, czy głosie. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy.
Przetarł swoje oczy i raz jeszcze spojrzał w moje.
- Tyle wypiłeś, czy odebrało ci mowę? - drążył dalej.
- Nie znam cię. - wymruczałem cicho i zacząłem kontemplować szklankę, która znajdowała się w mojej dłoni.
- No tak, twoja egzystencja polega głównie na uciekaniu od świata. Jednak nigdy nie spodziewałem się, że ujrzę ciebie bez książki, w dodatku pijącego, samotnie w barze. - nachylił się nade mną, chwycił mnie za brodę i skierował tak, abym patrzył prosto na niego. Nie miałem pojęcia o co chodzi, ponadto nie byłem trzeźwy.
Nagle poczułem słony smak. Jego usta złączone z moimi w dość dziwnym pocałunku. Dopiero jak mój rzekomy „znajomy” odsunął się ode mnie, doszło do mnie, co się stało.
Miałem ochotę zabić go za to, co zrobił. Narastała we mnie wściekłość, choć sam nie wiedziałem dlaczego tak się dzieje.
Przecież byłem gejem. Jednak to nie fakt, że pocałował mnie facet, tak mnie oburzył. Rzecz w tym, że ktoś od tak sobie przekroczył granicę, której zaciekle broniłem od kilkunastu lat. Tylko Aleks miał takie prawo, a ja nie potrzebowałem teraz nikogo innego.
- Zacznij dostrzegać świat wokoło. - rzucił mi jeszcze na odchodne, zanim wyszedł z lokalu.
Ze mnie w momencie wyparował jakby cały alkohol i tylko na ustach został lekko słony smak. Poszedłem do łazienki i przemyłem twarz zimną wodą. Wychodząc jeszcze podziękowałem kelnerowi za obsługę i ruszyłem przed siebie.
Nawet nie wiedziałem, kim był ten człowiek, ale skutecznie odebrał mi chęci do jakiegokolwiek działania. Nie zostało mi już nic innego, jak wrócić do domu i położyć się spać.
Całą drogę do szkoły starałem skupić się na czytaniu, jednak moje myśli wracały do wydarzenia z poprzedniej nocy. Liczyłem jeszcze na to, że obudzę się i nie będę nic pamiętał. Niestety alkohol i tym razem mnie zawiódł.
Właśnie dlatego nie mogłem znieść rasy ludzkiej. Działają bez zastanowienia, do tego potrafią zniszczyć budowaną przez lata postawę, jednym głupim pomysłem. My wszyscy jesteśmy idiotami.
Tak trudno zastanowić się nad konsekwencjami swojego zachowania?
Albo nie, cofam to. Wyszedłbym na hipokrytę. To była również moja wina.
Dotarłem do mojego liceum w stosunkowo złym humorze. Chłopak powiedział wtedy, że chodzimy do jednej szkoły. Ja stałem teraz przed nią, zastanawiając się, czy to na pewno dobry pomysł, aby przekroczyć jej próg. Po chwili jednak ruszyłem w stronę drzwi.
Pierwszy raz czułem taki ucisk w okolicach brzucha. Usiadłem na parapecie i ponowiłem próbę przeczytania chociaż fragmentu.
Zadzwonił dzwonek, oznajmiający rozpoczęcie lekcji, potem kolejny, który ją kończył i tak w kółko. Po kilku godzinach straciłem obawę przed tym, że go spotkam i spokojnie kierowałem się w stronę sali, w której mieliśmy mieć ostatnie zajęcia. Wtedy, jak na złość, usłyszałem ten przepełniony spokojem głos. Moja natura pozwoliła mi go zignorować i iść dalej, aczkolwiek ja niestety nie zostałem zignorowany. Chłopak podszedł do mnie od tyłu i chwycił mnie za ramię. Nie odwróciłem się. Postanowiłem, że będę taki jak zawsze. Bezczelny, ironiczny i nieznośny.
On jednak szybkim ruchem sam mnie sobie odwrócił i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Czego chcesz? - powiedziałem to z największą grozą, na jaką było mnie stać. To najwyraźniej nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, a śmiem nawet twierdzić, że wręcz go rozbawiło.
- Ciebie – wymruczał, nadal uśmiechnięty.
- Wysiliłbyś się na lepsze teksty – starałem się zachować spokój. On nie wyglądał tak, jak wczoraj w barze. Teraz był dziwnie wesoły. Zniknęły sińce pod oczami, był wyprostowany i widocznie z siebie zadowolony.
Po raz pierwszy zainteresowało mnie czyjeś życie, ponieważ dotarło do mnie, że jego wczorajszy stan, musiał być czymś spowodowany.
- Nie przesadzaj, oboje wiemy, że ty też tego chcesz.
- Jesteś za bardzo pewny siebie, ale może zastanowię się nad twoją propozycją, jeśli powiesz mi, co ci się stało zeszłej nocy.
- Ciekawe warunki stawiasz.– kąciki jego ust ponownie powędrowały ku górze – rozpatrzę to. - obrócił się na pięcie i pomaszerował do swojej klasy.
Wzruszyłem ramionami i kontynuowałem wędrówkę do sali lekcyjnej. Miałem tylko wątpliwości, czy aby na pewno zachowałem się słusznie. Mogłem przecież wymazać z pamięci jego i całe to zajście, a wtedy nic nie uległoby zmianie.
~~~
Witam ponownie
Chciałam podziękować za komentarze pod pierwszym rozdziałem, bo szczerze nie sądziłam, że opowiadanie przypadnie wam do gustu :D
Nie wiem kiedy dodam następną część, ponieważ jadę na wymianę i nie będę miała dostępu do komputera.
Dziękują za uwagę i do następnego razu~
Zadzwonił dzwonek, oznajmiający rozpoczęcie lekcji, potem kolejny, który ją kończył i tak w kółko. Po kilku godzinach straciłem obawę przed tym, że go spotkam i spokojnie kierowałem się w stronę sali, w której mieliśmy mieć ostatnie zajęcia. Wtedy, jak na złość, usłyszałem ten przepełniony spokojem głos. Moja natura pozwoliła mi go zignorować i iść dalej, aczkolwiek ja niestety nie zostałem zignorowany. Chłopak podszedł do mnie od tyłu i chwycił mnie za ramię. Nie odwróciłem się. Postanowiłem, że będę taki jak zawsze. Bezczelny, ironiczny i nieznośny.
On jednak szybkim ruchem sam mnie sobie odwrócił i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Czego chcesz? - powiedziałem to z największą grozą, na jaką było mnie stać. To najwyraźniej nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, a śmiem nawet twierdzić, że wręcz go rozbawiło.
- Ciebie – wymruczał, nadal uśmiechnięty.
- Wysiliłbyś się na lepsze teksty – starałem się zachować spokój. On nie wyglądał tak, jak wczoraj w barze. Teraz był dziwnie wesoły. Zniknęły sińce pod oczami, był wyprostowany i widocznie z siebie zadowolony.
Po raz pierwszy zainteresowało mnie czyjeś życie, ponieważ dotarło do mnie, że jego wczorajszy stan, musiał być czymś spowodowany.
- Nie przesadzaj, oboje wiemy, że ty też tego chcesz.
- Jesteś za bardzo pewny siebie, ale może zastanowię się nad twoją propozycją, jeśli powiesz mi, co ci się stało zeszłej nocy.
- Ciekawe warunki stawiasz.– kąciki jego ust ponownie powędrowały ku górze – rozpatrzę to. - obrócił się na pięcie i pomaszerował do swojej klasy.
Wzruszyłem ramionami i kontynuowałem wędrówkę do sali lekcyjnej. Miałem tylko wątpliwości, czy aby na pewno zachowałem się słusznie. Mogłem przecież wymazać z pamięci jego i całe to zajście, a wtedy nic nie uległoby zmianie.
~~~
Witam ponownie
Chciałam podziękować za komentarze pod pierwszym rozdziałem, bo szczerze nie sądziłam, że opowiadanie przypadnie wam do gustu :D
Nie wiem kiedy dodam następną część, ponieważ jadę na wymianę i nie będę miała dostępu do komputera.
Dziękują za uwagę i do następnego razu~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz