Od mojego dziwnego zachowania w szkolnej szatni minęło już trochę czasu. Xavery codziennie rano mówił mi jakieś miłe rzeczy, a ja przez resztę dnia zastanawiałem się, czy przypadkiem nie powinienem mu odpowiedzieć czymś podobnym. Dużo się całowaliśmy, lecz nie czułem wtedy nic szczególnego. Co prawda mój nastoletni organizm uwielbiał takie pieszczoty i czasem ta nieziemska chcica wdzierała mi się do mózgu i nie pozwalała przerwać działań mojego chłopaka.
Tak.. mojego chłopaka. To dziwnie brzmi.
W każdym razie, trudno było zaprzeczyć, że moje ciało tego chciało, ale czy reszta mnie również?
Z tego co przeczytałem w książkach, w których przewijał się wątek miłosny, zachowywaliśmy się jak normalna para. Nawet DAWAŁEM MU SIĘ TRZYMAĆ ZA RĘKE, aczkolwiek tylko wtedy, kiedy nikt nas nie widział. Co najśmieszniejsze, z Aleksem również czasem chodziliśmy za rękę i jakoś nigdy nie miałem z tym takich problemów.
Różniliśmy się od tych fikcyjnych par tylko jednym. Ani z moich, ani z jego ust nie padły jeszcze słowa, którymi normalnie w związku obsypują się przy każdej możliwej okazji. Jak dla mnie, to całe „Kocham cię” ma jakiś dziwny wydźwięk.
Przez niego przestałem nawet sam włóczyć się po mieście w środku nocy. Teraz robiłem to z nim, a kiedy miał pusty dom, przesiadywaliśmy u niego w pokoju i czytaliśmy książki oparci o siebie.
***
- Nathaanieel! - Xavery darł się już w połowie korytarza, biegnąc w moim kierunku, przez co zwrócił na siebie uwagę większości uczniów.
Ja zażenowany schowałem się za lekturą i udawałem, że mnie nie ma. Kiedy wreszcie dotarł do mnie, usadowił się obok i wyszczerzył te białe ząbki w szerokim uśmiechu, jednak nie wzbudziło to u mnie żadnej reakcji. Dopiero po chwili na niego spojrzałem, a na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- W jakiej sprawie tak do mnie pędziłeś? - zapytałem niewzruszony
- Nie masz może ochoty pojechać do kina? - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Wiesz.. na randkę czy coś..
- Czy coś? - moja twarz nadal nie zdradzała żadnej emocji.
- Skończ już. Idziemy czy nie? - zrobił się stanowczy.
- O ile nie będzie to komedia romantyczna, to w sumie nie mam nic przeciwko.
- Czemu niby dwóch facetów miałoby iść na komedie romantyczną? - spojrzał na mnie, jak na idiotę.
- Bo w książkach, na randkę, chodzą właśnie na komedie romantyczne. - zadeklarowałem, nie do końca wiedząc, dlaczego brunet tak zareagował.
- A były to książki o gejach?
- Dobra, niech ci będzie.
Ustaliliśmy, że pójdziemy na nowe Gwiezdne Wojny, po czym chłopak wrócił do swojej klasy. Wcześniej nie zwracałem uwagi na to, co dzieje się wokół mnie. Jedynym takim przypadkiem było, kiedy szedłem przez miasto w godzinach szczytu. Mimo, że z całych sił starałem się ignorować wszechświat, przeświadczenie, że wszyscy, bez wyjątku, wpatrują się we mnie, nie dawało mi spokoju. Niestety, odkąd zdecydowałem się na związek, takich sytuacji znacznie przybyło. Powodem tego było to, że zdecydowanie częściej rozglądałem się dookoła siebie. Przypatrywałem się różnym sytuacjom i zaczynałem więcej dostrzegać. Osobiście, to wolałbym powrócić do tamtego stanu świadomości. Żyło mi się wtedy łatwiej.
Jednak wracając do tematu. Kiedy Xavery już sobie poszedł i na ławce zostałem sam, zorientowałem się, że ktoś się na mnie patrzy. Była to ta sama dziewczyna, która podjęła próbę zaproszenia mnie na szkolna imprezę i która co jakiś czas na mnie zerkała. Widząc mój wzrok, lekko się speszyła, aczkolwiek po chwili siedziała już na poprzednim miejscu mojego chłopaka.
Najwyraźniej miała do mnie jakąś ważną sprawę. A przynajmniej to starałem sobie jakoś wtłuc do głowy. Doprawdy, zacząłem się przejmować tym, co ona o mnie pomyśli. Co wszyscy o mnie myślą. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem na nią sceptycznym wzrokiem.
- Słyszałam o czym rozmawialiście.
- Nie ładnie jest podsłuchiwać. - odpowiedziałem chłodno.
- To prawda, ale.. czy to dlatego nie chciałeś ze mną iść?
- Może.
Po tych słowach najzwyczajniej w świecie wstałem i skierowałem się pod salę lekcyjną. No do licha, muszę się poważnie zastanowić nad tym, co ja tak właściwie robię. Z Aleksem od dawna udawałem związek przed ludźmi i było to działanie całkowicie zamierzone. Od kiedy jestem w prawdziwym związku, wszystko mnie drażni.
Te refleksje oczywiście odbiły się na moich czynach. Kiedy już przekroczyłem próg własnego domu, rzuciłem się bratu w ramiona. Całkowicie dosłownie. Niczym księżniczka w ramiona swojego księcia, który właśnie uwolnił ją z wieży, przy okazji zabijając smoka.
- Chodźmy coś zjeść na miasto. - wymruczałem oschle, aby przypadkiem nie pomyślał, że coś mi się stało
- Dobrze się składa, bo nie mamy nic do jedzenia w domu – chłopak zaśmiał się i uniósł moje wątłe ciało, niosąc je do samochodu.
- Zrobiłbyś sobie wreszcie prawo jazdy. - wywróciłem oczami. Musiałem przytrzymać się jakoś, aby nie spaść na ziemie, więc splotłem ręce za jego szyją.
- Po co, skoro mam ciebie i Leo?
- Nie będę twoim szoferem do końca życia.
- Nie byłbym tego taki pewny, bo jeśli nie pośliznę się z tobą na tym lodzie, to będzie cud. - jego twarz ponownie przystroił uśmiech.
- No i co w tym jest takiego śmiesznego? - zapytałem lekko oburzony, aczkolwiek nie uzyskałem już odpowiedzi, gdyż zostałem posadzony w aucie, na miejscu kierowcy.
Przez pierwsze kilka minut jazdy siedzieliśmy w całkowitej ciszy. Nie była to jednak cisza niepożądana, a wręcz przeciwnie. W duchu cieszyłem się z obecności mojego brata i myślę, że on również tak to odbierał.
- Nath... czy ten facet, który obmacywał cię wtedy pod szkołą, nadal cię prześladuje? - zapytał w końcu, całkowicie poważny.
Zamurowało mnie. Totalnie nie wiedziałem co mam mu teraz powiedzieć. To jasne, że jeśli wyznałbym mu prawdę, byłby co najmniej bardzo zdenerwowany. Przez fakt, że nigdy wcześniej nie zawiązywałem z ludźmi bliższych relacji i stałem się jego przysłowiowym oczkiem w głowie, myśl, że ktoś miałby mu mnie odebrać zapewne niesamowicie go irytowała.
Nie miałem wiele czasu do namysłu, więc wybrałem najłatwiejszą drogę. Skłamałem. Chociaż wnikając w to głębiej, nie jest to prześladowanie. Godzę się na jego zachowanie, a czasem nawet je odwzajemniam. Tak właśnie starałem się usprawiedliwić, przed samym sobą. Niestety wiedziałem o co dokładnie chodziło w tym pytaniu, dlatego czułem się z tym nieswojo.
- Nie.
Po tym ponownie w samochodzie zapanowała całkowita cisza. Jednak spoglądając kątem oka na Aleksa, widziałem jego delikatny uśmiech, zapewne spowodowany moją odpowiedzią. Ja czułem jednak lekkie kłucie w brzuchu. Bardzo rzadko zdarzało mi się mijać z prawdą, kiedy rozmawiałem z bratem. A przynajmniej do czasu aż rozpocząłem tę dziwną relację z Xaverym.
Dotarliśmy na miejsce, a gdy tylko zamknąłem auto i skierowałem się wolnym krokiem w stronę restauracji, poczułem delikatny dotyk ciepłych dłoni, na moich skostniałych od mrozu palcach. Nie zastanawiając się, splotłem szczelnie nasze dłonie i ruszyłem dalej.
Kilka metrów od naszego celu, minęła nas postać w przydługawych, kruczoczarnych włosach i znajomych, przynajmniej jak dla mnie, rysach twarzy. Wydawało mi się, że gdzieś już go wcześniej widziałem, jednak zignorowałem tę myśl. Aleksander natomiast był zbyt zaaferowany ogrzewaniem moich dłoni, aby dostrzec kogokolwiek.
Po chwili przekroczyliśmy już próg lokalu, nadal wyglądając jak przykładna, gejowska para. Co dziwne, wcale nie czułem się źle z tym, że będąc w związku, mam takie, a nie inne relacje z bratem. Chociaż pewnie duży wpływ na to miał właśnie fakt, że jesteśmy rodziną.
To zwykła, braterska miłość, prawda?
__________________
Hej.
Nie było mnie sporo czasu i w sumie nie sądziłam, że wena i pomysł na opowiadanie wrócą od jednego komentarza, aczkolwiek po przeczytaniu wiadomości od (prawdopodobnie, bo jest za późno, żebym miała siłę to sprawdzać, wybacz xd) Nuśki, stwierdziłam, że w sumie wypadałoby ruszyć dupę.
I tak oto jestem. Jednak niczego nie obiecuję, ponieważ widmo rozszerzonej biologii i chemii skutecznie odbiera mi jakiekolwiek życie towarzyskie (poza osiemnastkami xd) i czas wolny.
Dobra, koniec tego paplania xd
Dajcie jeszcze znać, czy wam się jako tako podobało :D
__________________
Hej.
Nie było mnie sporo czasu i w sumie nie sądziłam, że wena i pomysł na opowiadanie wrócą od jednego komentarza, aczkolwiek po przeczytaniu wiadomości od (prawdopodobnie, bo jest za późno, żebym miała siłę to sprawdzać, wybacz xd) Nuśki, stwierdziłam, że w sumie wypadałoby ruszyć dupę.
I tak oto jestem. Jednak niczego nie obiecuję, ponieważ widmo rozszerzonej biologii i chemii skutecznie odbiera mi jakiekolwiek życie towarzyskie (poza osiemnastkami xd) i czas wolny.
Dobra, koniec tego paplania xd
Dajcie jeszcze znać, czy wam się jako tako podobało :D
Na razie fajnie, zobaczymy co się z tego wykluje.
OdpowiedzUsuń