Rozdział III

Nie mogłem się skupić na żadnym słowie nauczyciela. Wszystko jakoś magicznie mi umykało. Myślałem o sytuacji, w której się znalazłem,co raczej nie powinno być wielkim zaskoczeniem. Jednak moja wyobraźnia pogalopowała na granice swoich możliwości. W pewnym momencie widziałem siebie w związku. Zastanawiałem się jak to jest kochać i być kochanym.
Doprawdy, zabrzmiało to tak, jak w tych wszystkich kiczowatych romansidłach. Zreflektowałem się po chwili. Przecież zgodziłem się na to tylko z jednego względu. A mianowicie chciałem się dowiedzieć, co tak naprawdę stało za zachowaniem... nawet nie znałem jego imienia. To nie miało się opierać na żadnych uczuciach, a jedynie na chęci zaspokojenia własnej ciekawości. Przynajmniej z mojej strony.
Takie uciążliwe myśli nigdy wcześniej nie zalegały mi w głowie.
       Wyszedłem z sali kompletnie zdezorientowany i starałem się jak najszybciej dotrzeć do szatni. Nawał innych uczniów często nie dawał możliwości wydostania się z niej, a chciałem zdążyć na pociąg do mojego miasta. Osiągnąłem swój własny, kolejny w tym tygodniu, mini sukces, kiedy udało mi się bez uszczerbku na zdrowiu stanąć na placu szkolnym. Oczywiście zdrowiu fizycznym, gdyż przeciskanie się przez tłumy i tak bliski kontakt z innymi ludźmi sprawiał, że czułem się dziwnie. Szatnie były zdecydowanie zbyt małe, jak na tak dużą ilość uczniów.
Westchnąłem cicho i ruszyłem w stronę dworca, kiedy po raz drugi dzisiejszego dnia, ktoś naruszył moją przestrzeń. Obróciłem się, błagając w duchu, aby to nie był znowu on. Ku mojej uldze zobaczyłem drobniutką dziewczynę, która prawdopodobnie chodziła ze mną do klasy. Chyba nawet delikatnie się uśmiechnąłem, co najwyraźniej zostało zauważone, wnioskując po jej wyrazie twarzy. Ona wyszczerzyła swoje białe ząbki w szerokim uśmiechu, a z jej ust wyleciała para. Miała zaróżowione policzki, pewnie od mrozu, i śmieszną czapkę z pomponem. Jako, że ja raczej nie odzywam się pierwszy, czekałem na jej ruch. Normalnie, to została by zignorowana, jednak fakt, że nie była panem z baru, dodał jej kilka punktów jak na ten moment. Po chwili jej uśmiech, został zastąpiony przez wyraz zakłopotania.
- Nath, masz już może z kim iść na półmetek? - spojrzała głęboko w moje oczy, a mi zrobiło się dziwnie nieswojo. Wypowiedziała te słowa bardzo szybko, a ja potrzebowałem kilku sekund, aby przetrawić odebrane informacje. Dziewczyna najwyraźniej chciała iść ze mną, albo żeby ze mną wybrała się jakaś jej koleżanka, bo w innym razie byłaby samotna, w towarzystwie jej i jej chłopaka.
- Nie idę na półmetek. - zakończyłem konwersację krótko i konkretnie. Podjęty przez nią temat zdecydowanie zniechęcił mnie do dalszej rozmowy. Myślałem, że to powszechnie wiadome, że nie udzielam się w takich akcjach. Nie udzielam się w ogóle nigdzie. Odwróciłem od niej wzrok i bez słowa kontynuowałem drogę na stację. Ona chyba była lekko zaskoczona, gdyż przez pierwsze kilka sekund nie usłyszałem za sobą nawet szelestu.
- Jakbyś zmienił zdanie, to daj mi znać! - krzyknęła jeszcze, kiedy przechodziłem przez ulicę. Nawet nie pomyślałem o tym, żeby się obrócić.
       Co za dziwny dzień. Może to jednak był pijacki sen? Może wcale żadna dziewczyna nie chciała mnie zaprosić na imprezę. Może wcale nie wplątałem się w związek, który doprowadzi do złamania większości moich zasad.
Kopnąłem w słupek, a ból sprawił, że przestałem rozmyślać nad tym, czy nadal śpię. Para wyleciała z moich ust. Byłem dość poddenerwowany, sam nie wiedząc dokładnie czym. No jak baba z okresem. Dotarłem na peron, zająłem miejsce na jednej z ławek i jak zwykle wyciągnąłem z plecaka książkę. Miałem jeszcze parę minut do przyjazdu pociągu. Nie jeździłem samochodem do szkoły. Od pierwszej klasy dojeżdżałem pociągami i przywykłem do tego na tyle, że nie chciało mi się tego zmieniać. Ja naprawdę bardzo nie lubiłem zmian. Widząc mój nadjeżdżający transport, zebrałem się i podszedłem do grubej, żółtej linii. Wokół zebrało się już sporo osób, które również miały zamiar gdzieś jechać. Podróż trwała 15 min, a kiedy wysiadałem, zobaczyłem czarnowłosego chłopaka, poznanego wczoraj w teatrze. Palił papierosa po drugiej stronie ulicy.
- Co do cholery – rozejrzałem się jeszcze dookoła – ten dzień to naprawdę jakiś absurd. - wymruczałem do siebie i ze spuszczoną głową skierowałem się w stronę przystanku autobusowego.
 
Usiadłem grzecznie i ponownie wyjąłem książkę. Czekała mnie jeszcze przejażdżka autobusem, którą wolałbym przebyć w spokoju. 
Nagle usłyszałem, jak ktoś woła moje imię. Podniosłem już poirytowany głowę, moim oczom ukazał się czarny land rover, drzwi były uchylone, a w środku siedziała Leo. Podniosłem się z miejsca, aby się z nią przywitać.
- Hej Nathuś, wsiadaj, podwiozę cię – mówiła do mnie „Nathuś”, co o dziwo mi nie przeszkadzało.
- Dzięki – wpakowałem się do samochodu, a z głośników, po zamknięciu drzwi, popłynęła głośna muzyka. Red Hot Chili Peppers, a dokładniej piosenka Dani California, 
którą dziewczyna śpiewała razem z zespołem.
       Ja wchodziłem do domu, a mój brat z niego wychodził. No tak, miałem dzisiaj zostać tutaj sam. Moją głowę nawiedziła pewna myśl. Mając chłopaka, w takich sytuacjach, powinienem zaprosić go do siebie, czyż nie? Szybko jednak wróciłem na ziemie. Zrobiłem herbatę w dzbanku i zabrałem się za kończenie książki.
Osiągnąłem swój cel i odłożyłem lekturę na półkę. Przed snem naoglądałem się jeszcze jakichś strasznych filmików, co sprawiło, że budziłem się w nocy po kilka razy.
Wstając rano z łóżka, wiedziałem, że ten dzień będzie nieciekawy. Mimo, iż od wczoraj nic się nie zmieniło, gdzieś w głowie siedziała mi informacja, że będę musiał porozmawiać z chłopakiem z baru. W szkole chciałem od tego jakoś uciec, ale bezskutecznie. Złapał mnie na jednej przerwie i zaciągnął do męskiego kibla, aczkolwiek zarzekłem się, że jeśli podejmie się próby naruszenia mojej osoby w jakikolwiek sposób, nie ręczę za siebie. Niestety wszystkie moje groźby, skierowane do niego, zostają zbagatelizowane i wykpione. Nie bierze mnie na poważnie i kiedyś mu się za to odwdzięczę. W łazience nachylił się nade mną, a ja ani drgnąłem. Gdy zbliżał swoje usta do mojej szyi, wstrzymałem powietrze. Czując jego oddech na skórze, zamknąłem oczy i zacisnąłem pięści. Posunie się o milimetr dalej, a dostanie w twarz. Byłem już gotów uderzyć, kiedy nagle chłopak się ode mnie odsunął. Poczułem ulgę i szybko otworzyłem oczy. Stał przede mną z głupim uśmiechem na twarzy.
- Chciałeś wiedzieć, dlaczego wtedy w barze byłem w takim stanie, czyż nie? - pokiwałem powoli głową, rozluźniając się nieco. - Otóż tamtego dnia miałem sporą kłótnie w domu. Wiesz, talerze latają, drzwi się trzaskają, wokoło alkohol, a ja stałem pośrodku tego wszystkiego. O mało nie zostałem wyrzucony z własnej rodziny, a to wszystko za sprawą mojej orientacji. Tamtego dnia przyznałem się rodzicom, że wolę facetów. Po tym wszystkim wybiegłem z domu i dotarłem do Krówki. Tam siedziałeś ty i dalej już znasz scenariusz. - omiótł wzrokiem pomieszczenie i chyba oczekiwał odpowiedzi. Nie skomentowałem jednak tej opowieści. Z resztą komentarza nie było w umowie. Ja się chciałem tylko dowiedzieć.
- Dobra, znam twoją historię. Może teraz dowiem się, jak masz na imię? - zwróciłem się do niego po chwili. On widocznie zaskoczony, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że również trochę rozbawiony, spojrzał na mnie i przekręcił lekko głowę.
- Xavery – odpowiedział w końcu.
- Co zamierzasz teraz zrobić?
- Jak to co? Rozkochać cię w sobie. - szeroki uśmiech wpełzł na jego twarz i ukazał przy tym szereg zębów. Odnosiłem powoli wrażenie, że uwielbiał się nimi chwalić.
- Nie o to pytałem – wywróciłem oczami, to była moja jedyna reakcja na te słowa.
- Co nie zmienia faktu, że i tak to zrobię. - jego pewność siebie zdecydowanie działała mi na nerwy.
- Najpierw będziesz musiał ustalić to z Aleksem. - nie wiem czy to usłyszał, bo powiedziałem to, kiedy już wychodził na korytarz. Do dzwonka zostało kilka sekund, więc jak najszybciej ruszyłem w stronę sali.
Znałem już powód jego zachowania, ale czy to coś zmieniło w moim światopoglądzie? Ludzie nadal są tacy jak zawsze, włącznie ze mną. Nic nie oświeciło mojego umysłu i nie wskazało mi nowej drogi, którą powinienem podążać. Życie to nie książka, co zostało ponownie przeze mnie potwierdzone. Nie wszystko jest też tak jasne i klarowne, jakby się z początku wydawało.
No, brawo Nathaniel. Odkryłeś Amerykę. Geniuszu.

- Xavery stwierdził, że mnie w sobie rozkocha. Ciekaw jestem jak on ma zamiar to zrobić. Jak na razie udało się to tylko literaturze, a ponadto Aleks nie będzie zadowolony. - mruczałem do siebie, w drodze do klasy.
Reszta dnia minęła bez większych rewelacji. Dziewczyna, która wczoraj podjęła ze mną rozmowę, zerkała na mnie przy lepszej okazji i chyba myślała, że tego nie widzę. Owszem, jeszcze parę dni temu nawet nie podnosiłbym głowy znad książki. Teraz częściej rozglądam się dookoła siebie. Najwyraźniej, nieświadomie wziąłem sobie do serca słowa Xaverego.
Wychodząc ze szkoły, zauważyłem samochód Alicji, jednak w tej samej chwili podszedł do mnie chłopak o jasnobrązowych włosach i piwnych oczach. Chciałem iść dalej i nie zwracać na niego uwagi i zrobiłbym to, gdyby nie pociągnął mnie do siebie. Objął mnie w pasie i trzymał tak przez chwilę, jakby nic dookoła nie istniało. Ja się nie ruszałem, gdyż byłem tak zaskoczony, że mnie sparaliżowało. Nagle usłyszałem jak drzwi od samochodu zamykają się z trzaskiem. Miałem dziwne wrażenie, że to Aleks, ponieważ powietrze jakby wypełniła chęć mordu. Nie myliłem się. W jednym momencie zostałem wyrwany z uścisku i znalazłem się przy moim bracie. Zaraz potem siedziałem już na tylnym siedzeniu czarnego auta.
- Kto to do licha był? - mówił tak, jakby to była moja wina.
- Xavery.
- Dużo mi to mówi. - spojrzał na mnie z wyrzutem
- Chłopak, który twierdzi, że mnie w sobie rozkocha. - wyjaśniłem spokojnie.
- Po moim trupie. - był chyba dość zdenerwowany, jednak nie wiem czy dlatego, że jakiś chłopak mnie przytulał, czy dlatego, że nie zrobiłem nic, żeby się z uścisku wydostać.
- Wiem o tym. - samochód ruszył i jedyne co dało się usłyszeć, to podśpiewywanie Leo. Ona nigdy nie mieszała się w nasze kłótnie. Była neutralna i starała się rozwiązać konflikty dyplomatycznie.
Zatrzymaliśmy się pod naszym domem, a brunet był na mnie najwidoczniej obrażony. Będę musiał go jakoś udobruchać. Para pocałowała się na pożegnanie, po czym wysiedliśmy z samochodu, a dziewczyna odjechała, życząc nam powodzenia, zapewne w godzeniu się.
Wieczorem, kiedy Aleks oglądał telewizje w salonie, rozłożony na kanapie, podszedłem do niego, usiadłem na skraju mebla i z początku nie wiedziałem co mam zrobić. On zrobił mi miejsce i posunął się tak, abym mógł się obok niego położyć, co oczywiście zrobiłem. Zaczął głaskać mnie delikatnie po głowie.
- Przepraszam. - wyszeptałem, lekko zmieszany
- Nie oddam cię nikomu, kto na to nie zasłuży. - wypowiedział te słowa na tyle dosadnie, że bałem się jakkolwiek na nie odpowiedzieć.

~~~~~
Hej
Przepraszam, że wstawiam rozdział dopiero teraz, ale wymiana, a potem choroba skutecznie uniemożliwiły mi robienie czegokolwiek innego, poza nadrabianiem zaległości. Przepraszam również za wygląd tego posta, ale nie umiem tego za cholerę naprawić, a jest już za późno, żebym się z tym bawiła :_:
Dziękuję za przeczytanie, do następnego razu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz