niedziela, 25 października 2015

Rozdział I

       Od zawsze byłem paskudną osobą. W dzieciństwie znęcałem się nad bratem, mając lat czternaście nadziewałem na igłę żywego jeszcze owada i podpalałem go, patrząc jak zdycha w agonii. Odcinałem im nogi, lub głowy. Zazwyczaj ofiarami moich okrutnych tortur były muchy i osy, także usprawiedliwiałem się tym, że świat bez tych stworzeń będzie lepszy. Ludzi nienawidziłem i moje uczucia względem nich nie zmieniły się przez osiemnaście lat mojego życia. Jednak aby nie byś hipokrytą, jako że ja również do rasy ludzkiej należę, swojej osoby także znieść nie mogę. Dlatego uciekałem w świat książek, który był dla mnie jak powietrze. Pochłaniałem całą masę literatury, z czasem zacząłem oceniać ludzi przez pryzmat ilości przeczytanych przez nie książek. Nigdy jednak nie czułem się lepszy od innych, gdyż w pewnym momencie mojej wewnętrznej analizy danej osobliwości, zdawałem sobie sprawę, że dziele z nią gatunek. Myśląc w ten sposób, byłem przekonany, że nie ma dla mnie odpowiedniej osoby na towarzysza. Ponadto rozmowa ze mną była czymś niemożliwym do zrealizowania. Zazwyczaj byłem bardzo złośliwy, ironiczny i bezczelny, a w najlepszym przypadku delikwenta ignorowałem, sprowadzając mój wzrok ponownie w pustą przestrzeń .
 Jedyną osobą, która potrafiła mnie przywołać do porządku, była moja matka, którą ceniłem sobie ponad wszystko. Pomimo, że zdawałem sobie z tego wszystkiego sprawę, nie chciałem się zmieniać. Do takiego trybu życia przywykłem i było mi tak dobrze.
***
       Wracając z korepetycji miałem wstąpić po mojego brata, który powinien za niedługo skończyć zajęcia teatralne. Niczym nie wzruszony usiadłem na widowni w teatrze i po szybkim stwierdzeniu, że to wcale mnie nie interesuje, zająłem się powieścią fantasy. Po chwili poczułem, jak coś stuka mnie w ramię. Uniosłem znużony głowę i zmarszczyłem czoło. Nade mną stał chłopak ubrany na czarno, miał również czarne przydługawe włosy i jaskrawo zielone oczy. Ta zieleń była tak intensywna, że aż nieświadomie się w niej zatopiłem. Posłał mi delikatny uśmiech i usiadł koło mnie. Jego gest nie został odwzajemniony, lekko zirytowany zamknąłem książkę i spojrzałem na niego moimi ciemno brązowymi oczami. Jego kąciki ust ponownie powędrowały ku górze, wyciągnął do mnie rękę i miękkim głosem się przedstawił.
- Jestem Olaf.
 Zwykle w takich momentach wypowiadałem cicho swoje imię i odchodziłem, gdyż nowe znajomości mnie nie interesowały. Jednak próba nadal trwała, a ja nie mogłem wyjść. Uścisnąłem więc niepewnie wystawioną do mnie dłoń.
- Nathaniel – wydukałem. On jeszcze chwilę mnie trzymał, przyglądając się moim oczom. W tym świetle, a raczej jego braku, wyglądały pewnie jak całkowicie czarne. Tworzyły śmieszny kontrast z moimi jasnymi włosami. Spuściłem wzrok, a on wreszcie uwolnił moją dłoń z uścisku.
- Co tu robisz? - zapytał, kierując wzrok na scenę.

      Mój brat nie był do mnie podobny, gdyż mieliśmy innych ojców, więc stojąc teraz na scenie jedynie się do mnie szeroko uśmiechnął. Nie wiem co Olafowi przeszło przez myśl, widząc ten gest w moim kierunku. Ponadto go odwzajemniłem, a zielonooki najwyraźniej lekko się speszył. Nadal nie odpowiedziałem na jego pytanie, gdyż widziałem, że próba Aleksa się skończyła. Praktycznie podbiegł do mnie i opadł na siedzenie obok.
- I jak? - zwróciłem swoją uwagę na brata, całkowicie ignorując obecność nowo poznanego chłopaka.
- Spektakl coraz bliżej, próby mnie wykańczają i są coraz dłuższe - zmrużył oczy, gdy zauważył Olafa, ale również nie poświęcił mu więcej uwagi - wybacz, że musiałeś czekać.
      Dopiero po chwili się przełamał i przywitał czarnowłosego. Śmiem nawet twierdzić, że włosy są farbowane, gdyż taki kolor naturalnie raczej nie występuje. Zreflektowałem się jednak zaraz, gdyż ja również miałem nienaturalną barwę i żadnych specyfików nie używałem.
Wracając jednak do tej dwójki, która właśnie przed moim nosem ściskała sobie dłonie. Odchrząknąłem cicho, po czym Aleksander powstał, za nim ja, a na końcu trochę zdezorientowany Olaf.
- W domu nikogo nie ma, zajmiesz się mną, czy jedziemy na miasto? - wyszczerzyłem zęby w duchu, na myśl jak dwuznacznie to zabrzmiało. Chciałem się poznęcać psychicznie nad chłopakiem, który nie wiedział, że jesteśmy rodzeństwem ani, ze chodziło mi o jedzenie. Brat widocznie podchwycił moją grę, gdyż zauważyłem złośliwy uśmiech na jego twarzy. Cóż, zapomniałem wspomnieć, że był on jedynym człowiekiem na Ziemi, który ze mną rozmawiał i z którym ja rozmawiałem z wielką chęcią.
- Zajmę się tobą Nathanielu – wypowiedział to z taką powagą, że prawie parsknąłem śmiechem, jednak zdecydowanie powstrzymał mnie wydźwięk mojego pełnego imienia w jego ustach. Było odrażające. Zielonooki spojrzał na nas z lekkim szokiem wymalowanym na twarzy, lecz chyba starał się zachować zimną krew. My równocześnie się pożegnaliśmy i z szyderczymi uśmieszkami ruszyliśmy w stronę mojego samochodu. Aleks nie miał nawet prawa jazdy, mimo iż był ode mnie rok starszy.
- Znasz go? - zapytałem w końcu, gdy weszliśmy do auta.
- Niedawno dołączył do koła teatralnego, ale nigdy z nim nie rozmawiałem. - spojrzał za szybę. Zima nie dawała za wygraną i chyba nie chciała nas na razie opuszczać, na co mój brat skrzywił się nieco. - Jednak nasza dzisiejsza zabawa zasługuję na nagrodę w postaci chociaż dobrej kolacji. Może gdzieś wstąpimy?
- Ech, trzeba było od razu powiedzieć, że nie chce ci się gotować – zaśmiałem się i skręciłem na ulicę, przy której znajdowała się niewielka restauracja.
- Wtedy nie mógłbym powiedzieć, że się tobą zajmę, a mina Olafa była bezcenna. Chociaż jesteśmy trochę okrutni, gdy tak wpędzamy ludzi w wir wątpliwości. - Otworzył mi drzwi, na co ja skinąłem głową.
- Przyznaj, że lubisz to tak samo jak ja, zresztą widzę, że ty nadal nie skończyłeś się bawić. - Wyraz mojej twarzy się nie zmienił, jednak szatyn wiedział, że mnie to również bawi.

      Po chwili namysłu postawiłem na fast – foody, które również były tu serwowane. Aleks jak zwykle zamówił podwójną porcję frytek, a ja zapiekankę. Widząc kelnerkę z naszym jedzeniem, mój brat nachylił się do mnie i wyszeptał mi do ucha słowa nie mające większego znaczenia, przy czym ledwie musnął swoim językiem płatek mojego ucha. Na ten widok kelnerka widocznie się zarumieniła, zostawiła zamówienie na stoliku i szybko odeszła. Aleks był genialnym aktorem i gdybym nie wiedział, że ma dziewczynę, a to zwykła gra, sam byłbym święcie przekonany, że jest gejem. Nasza zabawa zaczęła się w momencie, kiedy przyznałem się mu do mojej orientacji. Zareagował dość entuzjastycznie, gdyż nawet się ucieszył. Jednak on jedyny o mnie wiedział, a teraz właśnie odgrywaliśmy nasze ulubione, prywatne przedstawienie, na złość ludzkości oczywiście.
Chwycił frytkę w dwa palce i uniósł ją na wysokość mojej twarzy. Wiedziałem co chce zrobić. Zaintrygowany i z szerokim jak na mnie uśmiechem otworzyłem usta, dając drogę frytce. Teatralnie odwróciłem wzrok w stronę szyby, udając skrępowanie, a kawałek smażonego ziemniaka wylądował w moich ustach. Wtedy za oknem dostrzegłem kontury jakiejś postaci, która się w nas wpatrywała. Nie widziałem kto to, więc zignorowałem ten fakt. Postać po chwili nerwowo oddaliła się od restauracji, a my kontynuowaliśmy naszą „romantyczną” i jakże zasłużoną kolację.
Rzadko miałem okazję tak długo przebywać z moim bratem, gdyż zwykle swój cenny czas poświęcał dziewczynie. Mimo to, dogadywałem się z nim jak nigdy.
 Fakt faktem, w przeszłości się nad nim znęcałem i wcale nie przeszkadzało mi to, że jest ode mnie starszy. Aczkolwiek kiedy zacząłem się wycofywać ze społeczeństwa, nasze kontakty uległy diametralnej zmianie. Uśmiechnąłem się pod nosem, co zostało zauważone.
- Jestem ciekaw o czym myślisz, kiedy się tak uśmiechasz. - spojrzał na mnie i przekręcił lekko głowę. Ja skierowałem wzrok na okruszki po zapiekance i zamruczałem cicho, ostrzegając go tym, aby nie drążył tematu. Po skończonym posiłku ruszyliśmy w stronę domu, który zresztą i tak był pusty, gdyż nasza rodzicielka miała nocną zmianę w szpitalu.

~~~
Witam, postanowiłam w końcu opublikować moje opowiadanie i mam nadzieję, ze uda mi się je skończyć.
Z tego miejsca chciałam was przeprosić za to, ze rozdział jest tak krótki, ale obiecuje, poprawię się na następny raz.
Ponadto proszę o szczerą i konstruktywną krytykę, albo chociaż wytykanie błędów, gdyż wiem, że nie radze sobie z pisaniem tak dobrze jakbym chciała, a to pomoże mi opowiadanie poprawić.
Na dzisiaj tyle.
Dziękuję i do następnego razu~

5 komentarzy:

  1. Bardzo specyficzne relacje brat x brat, nie powiem. Nie wiem, czy opowiadanie będzie poświęcone tego typu miłości, ale póki co tak właśnie wnioskuję po pierwszym rozdziale. Nathaniel jest intrygująco aspołeczną postacią, jak i również intrygujące są te relacje, dlatego też jestem ciekawa kontynuacji. Z chęcią będę czytać :D

    W tekście pojawiły się dwie literówki, bodaj "byś" zamiast "być" i jakaś jeszcze pod koniec. Nic więcej nie rzuciło mi się w oczy. Weny życzę! c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Łaa świetne *-* czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie piszesz :) Uwielbiam takie postacie jak Nathaniel. Mam nadzieję, że opowiadanie rozwinie się tak samo jak i na to, że Olaf sie jeszcze pojawi :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno nie miałam ochoty czegoś przeczytać, jednak to mnie po prostu porwało. Ich relacje są nieziemskie, a ty cały czas trzymasz idealny klimat opowiadania, który świetnie pasuje do Nathaniela, ale również Aleksa, czego nie widać na pierwszy rzut oka! Zgaduję iż Olaf zapewne się pojawi, ale ja najbardziej liczę na postać dziewczyny Aleksa, która pewnie będzie niezwykle intrygująca.
    "Mój brat nie był do mnie podobny, gdyż mieliśmy innych ojców, więc stojąc teraz na scenie jedynie się do mnie szeroko uśmiechnął." - Nie zrozumiałam tego zdania, jeśli chodzi o błędy. Ale żadne inne jakoś nie rzucił się w oczy, poza literówkami.
    Czekam na kolejny (oby dłuższy) rozdział <3
    Weny ~~

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, to opowiadanie już mi się podoba :) Mimo, że rozdział był krótki, już wiem, że będę to czytać. Wszystko z powodu twojego stylu, naprawdę taki lubię. Parę literówek było, ale nic, co miałoby związek z brakiem znajomości ortografii, raczej wyglądało to na zwykłe machnięcie się przy pisaniu. A wiadomo, każdemu się zdarza.
    Także ten, pisz, a zyskasz pewnego stałego czytelnika, którym jestem ja, of course :) Życzę weny i czekam na następne rozdziały!

    OdpowiedzUsuń